wtorek, 28 lutego 2012

Chapter 9.

Przebudziłam się o 5 rano i zeszłam z jego łóżka, niepewnie się trzęsąc ze strachu. Cały czas się bałam, wciąż nie wiedziałam czego. Wczoraj jakby trochę lęku zniknęło, ale dzisiaj znowu to samo. Pobiegłam do swojego pokoju, dotykając cały czas ściany ręką i odwracając się. Troszkę się zlękłam, że mnie ktoś zobaczy i zacznie na mnie krzyczeć, że tak sobie po prostu wyszłam.
Dotarłam w końcu do swojej sali i odłożyłam kule pod ścianę. Weszłam powoli na łóżko i zakryłam się kołdrą. Podwinęłam lękliwie nogi i skurczyłam ciało. Po godzinie zasnęłam.
Zbudził mnie lekarz, szturchając moje ramię.
- Wychodziła pani z pokoju dzisiaj w nocy?
Oczywiście zaprzeczyłam, bo miałam przecież nie wychodzić z sali.
- Mam dla pani przykrą wiadomość..
Nasłuchiwałam uważnie co do mnie mówił. Przeniosłam się do pozycji siedzącej, on usiadł obok mnie, zawiedzony i nieco smutny.
- O co chodzi? Coś ze mną nie tak? Coś nie tak z Justinem?
Spuścił wzrok i dał mi jakąś kopertę. Wyszedł. Z początku się zastanawiałam czy to otworzyć. W końcu się na to zdecydowałam. Wzięłam nóż i rozcięłam kopertę. Wysunęłam z niej jakąś kartkę. Spojrzałam tylko na ostatnie zdanie:
„Czy wyraża pani zgodę na amputację lewej nogi?”
Opadłam na łóżko, rzucając kopertę na ziemię. Zamknęłam oczy. W sumie po tym „spacerze” w nocy straciłam kompletnie czucie w nodze. Zacisnęłam mocno powieki i chwyciłam poduszkę. Przystawiłam ją sobie do buzi i zaczęłam zagłuszać nią swój krzyk. Następnie chwyciłam nóż, którym otwierałam kopertę i wbiłam go sobie do tej lewej nogi. Nie poczułam nic, mimo to wrzeszczałam donośnie.
Wparowała do mnie pielęgniarka i ten lekarz. Uciszyli mnie i uspokoili.
- Wyraża pani zgodę?
- A co będzie jak nie wyrażę? – spojrzałam jej w oczy z nadzieją, że jeszcze wszystko może być dobrze. Ona tylko spojrzała na podłogę i nic nie odpowiedziała. Podniosłam tą kartkę z podłogi i ją podpisałam, no bo co niby miałam zrobić? Po jakichś 30 minutach byłam już w narkozie na sali operacyjnej. Kiedy się obudziłam byłam z powrotem w pokoju szpitalnym, na moim łóżku, w piżamie. Nie miałam nawet odwagi spojrzeć w dół, pod kołdrę.. Nie miałam odwagi zobaczyć tej pustki zamiast lewej nogi.
Nagle w drzwiach ujrzałam postać Justina. Wyglądał normalnie. Nie był już w szpitalnym ubraniu, nie miał na sobie kapci i był ubrany odświętnie. Miał na sobie czarny garnitur, czarne buty, białą koszulę i czerwony krawat. Włosy miał idealnie ułożone. Był wyspany i trzeźwy. Podszedł do mojego łóżka, a ja podparłam się na łokciach i zobaczyłam, że z tyłu za sobą trzymał bukiet róż. Pięknych, dużych, bordowych róż. Pasowały mu do krawatu. Podał mi je i się uśmiechnął. 
- To dla ciebie.
Nie powiem, były piękne, więc je przyjęłam. Trochę nieswojo się poczułam gdy Bieber spojrzał na moje łóżko, na to miejsce, w którym powinna być moja noga. Posmutniał trochę i usiadł na brzegu łóżka, łapiąc moją rękę.
- Kocham cię.. – szepnął i spojrzał mi w oczy. Nie pomyślałam nawet o tym, żeby znowu odwracać od niego wzrok.
Po chwili zaczął mi śpiewać Lifehouse – You And Me.. bardzo subtelnie i dbale. Usiadłam obok niego na łóżku i położyłam głowę na jego ramieniu. Wtedy pierwszy raz spojrzałam w dół. Nie było mojej lewej nogi. Położyłam na to miejsce dłoń i sprawdziłam czy to przypadkiem nie sen. Nie był to sen.. Koszmarem to też nie było. Ale jakoś niespecjalnie pragnęłam płakać lub się smucić. A nawet się uśmiechałam! Czemu? Bo wiedząc, że osoba, która mnie kocha, śpiewa mi do ucha.. no w takim wypadku nie można się nie uśmiechać. Poza tym nie czułam już bólu po tej nodze. Jedna kończyna mniej do cierpienia, nieprawdaż?
- Moonlight.. – zaczął, a ja spojrzałam na jego promieniującą twarz. – Czy gdybym w ciągu najbliższego tygodnia zadał ci pytanie, które odmieniłoby całe twoje życie na lepsze, to czy wtedy odpowiedziałaś „tak”?
- A czy to pytanie, które właśnie zadałeś to to pytanie?
- Nie.
- Aha, to tak. Odpowiedziałabym „tak”.
- Od razu uprzedzam, że to nie to pytanie, ale: zamieszkasz ze mną w jednym pokoju w tym hotelu?
- Dobrze. Zamieszkam.
Wziął mnie na ręce i posadził na wózku ostrożnie. Zawiózł mnie do łazienki, a tam się jakoś przebrałam w normalne ciuchy. Zrobiłam sobie koka na czubku głowy i wyjechałam z tym wózkiem z toalety. Wózek inwalidzki – coś nowego. Wcześniej nigdy nawet nie chodziłam o kulach. Dobrze, że miałam w kimś wsparcie.. Pomijając to, że nie mogłam się z tym wózkiem przez żadne drzwi przecisnąć, a po schodach Justin zniósł najpierw mnie i posadził na parapecie, a potem zniósł ten cholernie ciężki wózek.. z 4 piętra! Posadził mnie powtórnie na wózku i wyszliśmy.. to znaczy właściwie wyjechaliśmy z tego budynku. 
Od razu zawiózł mnie do hotelu i wynajął nam wspólny pokój na samej górze.
Justin przenosił walizki i nasze rzeczy, a ja pojechałam na balkon. Z trudem co prawda, bo nie umiałam na początku się obsługiwać wózkiem, ale jakoś dałam radę. Wtedy przed oczami pojawił mi się kadr z filmu „Pianista”.. ten, kiedy zrzucili kalekę z balkonu. Zaczęłam płakać, obróciłam wózek i próbowałam wjechać z powrotem do pokoju, bo zaczęłam się bać, że ktoś mnie zrzuci z tego balkonu, a ja nie będę mogła się uratować. Nie udało mi się ruszyć wózka, bo lewa nogawka, która bezwładnie i niepotrzebnie zwisała z wózka, wkręciła się w koło. Rzuciłam się do przodu w głąb pokoju i upadłam na podłogę. Nie potrafiłam się ruszyć. Wszystkie moje ruchy były niezdarne i nic nie potrafiłam zrobić.
Bieber przybiegł z ostatnią walizkę, rzucił ją za drzwi i szybko uklęknął na podłodze przy mnie, położył mnie na swoich kolanach i zaczął mnie głaskać po głowie i odgarniać mi włosy z twarzy. Złapał mnie za rękę.
- Justin.. Ja nie dam rady tak żyć. Ja nie umiem tak funkcjonować.. – po policzku spłynęła mi pojedyncza łza, którą ‘moje kochanie’ mi szybko starło.
- Never say never – uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam uśmiech.
Wtedy pierwszy raz te trzy słowa stały się moim mottem. To nimi musiałam zacząć się kierować. Nigdy wcześniej nie uważałam tego jako coś, czym mogłabym się kierować w swoim zachowaniu, postępowaniu, życiu i funkcjonowaniu.. Poczułam, że nie mogę się poddawać. Nigdy nie mówić nigdy! Nie wolno tracić wiary w siebie, nie wolno tracić marzeń, nie wolno tracić celów życia.
Posadził mnie na łóżku, a wtedy zadałam sobie pytanie: „Jak ja będę uprawiała seks z jedną nogą?”. Nie ma w tym nic śmiesznego.. Kiedyś w końcu zacznie go to krępować, jeżeli w ogóle się zdecyduje na taki uczynek.
- O czym myślisz? – spytał, robiąc mi herbatę z miodem.
- O niczym – tak właśnie odpowiedziałam. No bo co, niby miałam mu opowiedzieć, że mam kupę obaw, martwię się o wszystko i co sekunda tracę coraz więcej wiary w cokolwiek? Tak miałam mu powiedzieć? Nie potrafiłam..
- Ale na pewno?
- Co na pewno?
- Czy na pewno wszystko w porządku? Widzę, że intensywnie myślisz, bo masz bardzo skupioną minkę.
- Długo jeszcze będziesz robił tę herbatę?
Podał mi kubek i się zaczął śmiać.
- Co się cieszysz, kretynie?
- Bo jestem szczęśliwy, z najodpowiedniejszą osobą i widzę, że trzymają się ciebie żarty.
Uśmiechnęłam się zabójczo zza tego kubeczka.

2 komentarze:

  1. JESTEŚ MORDERCĄ !! MORDERCĄ !! PRZEZ DUŻE 'M' !! MORDUJESZ LEWE NOGI !!!! ;( ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tam ;* Musiałam coś zrobic. :P

    OdpowiedzUsuń