poniedziałek, 27 lutego 2012

Chapter 7.

Wyrwał mi się z rąk i odsunął na drugi koniec pokoju, po czym ostrożnym krokiem poszedł do kuchni. Wrócił stamtąd z dużym… nożem.
- Justin, co ty chcesz zrobić? – milczał i patrzył na mnie groźnym wzrokiem.
Podszedł do mnie, rzucił mnie na ścianę i przyparł do niej mocno, trzymając nóż przy moim gardle.
- Zabiję cię. Zabiję cię, a twoją głowę włożę sobie do słoika.. Chcę cię mieć! Chcę mieć twoje piękno na swoją własność. Będę czesał twoje włosy, malował cię i ubierał. Namaszczę twoje ciało, żeby nie straciło swego blasku, żeby nie zgniło jak każde inne martwe ciało. Naga będziesz leżała nieżywa na moim łóżku i wszyscy będą podziwiać twoje piękno..
Przysunął mi ten nóż jeszcze bliżej gardła. Przemawiało przez niego szaleństwo, sprawiał wrażenie kompletnego wariata! Wydawało się, że potrzebny był mu egzorcysta.. Nie wiem co w niego wstąpiło, ale czułam jakby był w nim diabeł wcielony. Bałam się, bałam się cholernie!
- Justin.. Nie, proszę.. Nie zabijaj mnie.. Nie rób tego.. – zaczęłam płakać. On spojrzał mi w oczy tymi brązowymi ślepkami i powoli zaczął się odsuwać. Upuścił nóż na ziemię i spojrzał na swoje dłonie. Obserwowałam wszystko co robił. Spojrzał na mnie i szybko zaczął szukać czegoś po szafkach, przekopał wszystkie szuflady. Wyjął z jednej z nich jakieś pudełko i usiadł na drugim końcu łóżka, plecami do mnie. Słyszałam jego płacz, wycierał dłonią nos i płakał tak, jakby mu zabili rodziców. Krzyczał na siebie w tym płaczu. Wyjął coś z pudełka. Zbliżyłam się do łóżka, stanęłam przed Justinem.
- Muszę umrzeć.. Nie mogę już żyć.. Co ja zrobiłem? Boże, nie pozwól mi żyć.. Chcę umrzeć.. – powtarzał w kółko, nerwowo trzymając w dłoni żyletkę. Powoli zbliżał ją do nadgarstka. A ja przecież nie mogłam do tego dopuścić. To nie mogło tak być. 
Złapałam delikatnie jego ręce i odsunęłam je od siebie, żeby nie mógł dotknąć żyletką nadgarstka, ścisnęłam go mocno. Upuścił żyletkę. Spojrzał mi w oczy. Był cały zapłakany. Po chwili opuścił wzrok. Nie wiedziałam za bardzo co robić. Chciał się zabić, a ja nienawidziłam samobójców. Nienawidziłam morderców..
- Justin.. – powiedziałam troskliwym głosem. Podniósł wzrok, jego oczy zabłyszczały jak diamenty. On był taki magiczny, czarujący, niezwykły.. Taki kurcze jak anioł ze świecącymi oczkami. Po tym co zobaczyłam w jego oczach, zaniemówiłam. Nie potrafiłam wydobyć z siebie nawet jednego słowa. Kompletnie mnie zamroziło!
- Tak..? – spytał chrypiącym lekko głosem i patrzył mi w oczy. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Zaczęłam jakby zdanie, wypowiadając jego imię.. Chciałam niby coś mu powiedzieć.. Ale.. sama nie wiedziałam co, nie potrafiłam się do niego odezwać w żaden sposób. Mój język, zęby i wargi jakby się zatrzymały. Nie byłam w stanie nic zrobić. Po prostu patrzyłam się niepewnie w jego oczy. Z drugiej strony dotarło do mnie, że go wcale nie znam. Raz wyznawał mi miłość, raz chciał mnie zabić, raz się uśmiechał, raz płakał.. Cieszył się, a potem się krzywdził. Był dla mnie księgą, zamkniętą na kłódkę.. Tylko nie wiedziałam gdzie był od niej klucz.. W zasadzie.. nie miałam pojęcia, co się z nim działo, dlaczego taki był i co ukrywał pod tą maską. Jedyne co do tej pory wiedziałam to to, że naprawdę mu zależało na tym chłopcu.
Myślałam, dużo myślałam. Siedział na łóżku, a ja wciąż klęczałam przed nim, trzymając jego ręce. Żyletka leżała na podłodze. Jakieś 20 minut tak trwaliśmy i patrzyliśmy się w swoje oczy. Byłam ciekawa o czym myślał. Ale - sama nie wiem czemu – uśmiechnęłam się do niego, pocałowałam go delikatnie w policzek, puściłam jego ręce, zabrałam tą żyletkę, którą chciał się ciąć i pudełko, pełne nieużywanych (na szczęście!) żyletek.
- Żegnaj.. – szepnęłam, a zabrzmiało to jak ostateczne pożegnanie, jakbym już nigdy miała go nie zobaczyć.. Podeszłam z tym pudełkiem do drzwi. Wyszłam. Po prostu wyszłam. Nic więcej. Zamknęłam za sobą drzwi, zostawiając go samego w tym zabałaganionym pokoju, siedzącego na łóżku, myślącego, wolnego od cierpienia, które trzymałam w ręce. Nie myślałam już o niczym, po prostu zeszłam na dół, pobiegłam na plażę, powoli się ściemniało. Weszłam na jakieś długie molo, przy którym była przywiązana łódka. Nie chciałam, żeby Justin kiedykolwiek znalazł to pudełko, pragnęłam by zapomniał o cierpieniu. Myślałam, że wyrzucenie tego gdzieś do wody, daleko od brzegu, wszystkiemu zapobiegnie, myślałam, że dzięki temu jego fatalne wspomnienia znikną. Znalazłam w kieszeni słuchawki i mp3. Ja bez muzyki nie istnieję. Bez muzyki mnie nie ma.. Musiałam sobie włączyć Ludacris ft. Mary J. Blige – Runaway Love.. Swoją drogą uważam, że na świecie powinno być więcej takich piosenek z przesłaniem jak właśnie ta lub np. How To Love Lil Wayne’a.. Bo dzisiejszy świat to jedna kurwa wielka KOMERCHA! Wszystko jest mainstreamowe, nie ma już prawdziwości, chociaż właściwie nigdy jej nie było. I nigdy nie było sprawiedliwości.. Za komuny było dobrze? Nie.. Może było lepiej, ale ludzie nie mieli nic. Było po równo.. czyli każdy miał zero. Kiedy był np. Hitler to już kurwa zupełnie było do kurwy nędzy.. Nienawidzę przez to Niemców.. i nigdy nie zmienię mojego stosunku do nich, po tym jak obejrzałam „Pianistę”. Normalnie na filmach nie płaczę, ale.. Zobaczyłam jak gestapo wbili na chatę do Żydów, kiedy ci jedli kolację. Kazali im wstać, jeden z nich, który był kaleką nie mógł wstać, więc nie wstał. Dwóch szwabów wzięło jego wózek na ręce i wyrzucili go z balkonu, reszcie rodziny kazali wyjść na dół. Potem kazali im uciekać i strzelali do nich. Jakby tego było mało, jedna osoba przeżyła, a oni przejechali potem po nim autem, jakby był śmieciem. Żył to go zabili. Był Żydem, wiec miał umrzeć. Jego przeznaczeniem, tak jak reszty Żydów, była śmierć. Nienawidzę jak ktoś się uważa za lepszego! Inny to kurwa gorszy, tak?! Nie wydaje mi się.. Są ludzie, którzy przez własną głupotę tracą wszystko, którzy się kompletnie staczają i niszczą.. Alkoholicy, narkomani, palacze.. Oni wszyscy raz spróbowali i już zaczęli z dnia na dzień spadać coraz bardziej w dół. Skracają sobie życie, może kiedyś będą tego żałować, ale jakbyś próbował im powiedzieć, żeby przestali, wzięliby cię za idiotę i pobili.. Taka prawda, taka jest rzeczywistość.. Za każdym razem kiedy szłam do prasy, do biura, czytałam na jednym murze napis: „PRECZ W KURESTWEM I BRAKIEM ZASAD” i za każdym razem, kiedy to czytałam, zadawałam sobie pytanie: „Jakie zasady miała osoba, która to pisała? Niszczenie pracy innych jest dobre? Ktoś się męczył nad tym murem, rodzice chronią dzieci, żeby je wychować na dobrych, kulturalnych obywateli i nagle przychodzi taki CHUJ i pisze na murze słowo ‘kurestwo’”.. Tak, zawsze tak jest: JEDEN CHARUJE JAK GŁUPI, A DRUGIEGO TO JEBIE.. Przyjebany jest ten świat.. Źle się tu czuję, ale są też ludzie, którzy trzymają mnie na tym świecie i nie pozwalają mi spaść w dół.. Przyjaciele, rodzina.. Dobrych ludzi też jest wiele.. Ale.. wracając jeszcze do „Pianisty”… Przypomniało mi się jeszcze, kiedy mały żydowski chłopiec, po godzinie policyjnej, dziurą pod murem chciał się przedostać na teren getty, w połowie był po stronie getty, w połowie po „lepszej stronie”. Niemcy go zobaczyli i zaczęli go napierdalać sama nie wiem czym. On krzyczał cholernie głośno, cierpiał. Szpilman, czyli tytułowy „Pianista”, złapał go i wciągał do getty, chciał mu pomóc, ale kiedy go  z tej dziury wyjął… on już nie żył. Dlatego uwierzcie mi, że nazywanie ludzi „Żydami” nie jest fair. Ci ludzie naprawdę cierpieli, a wy poniekąd się z nich śmiejecie.. O! Inny przykład z tego filmu jest taki, że kazali kalekom tańczyć i ich upokarzali, uważali ludzi za szmaciane lalki.. Nie mieli kompletnie żadnych zasad. Łzy się ze mnie lały jak woda z wodospadu, kiedy oglądałam ten film, ale… Trochę się tak zamyśliłam, płynąc na tej łódce z pudełkiem żyletek. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się jakieś 3 kilometry od mola. Widziałam latarnię. Świeciła, bo było już zupełnie ciemno. 
Rzuciłam do wody to pieprzone pudełko z żyletkami i złapałam wiosła. Zaczęłam nimi miotać jak nienormalna i tak naprawdę to pogarszałam sprawę. Za każdym razem oddalałam się coraz bardziej od brzegu. Fale znosiły mnie na środek morza. Wyjęłam słuchawki z uszu w końcu i odwróciłam się plecami do brzegu, nade mną były gwiazdy, pode mną woda, w której.. możliwe, że pływały rekiny. Schowałam mp3 do kieszeni i złapałam bardzo mocno za wiosła. Zaczęłam się ruszać w przód i w tył, jakbym robiła brzuszki. Wiosłowałam coraz szybciej i coraz silniej. Nie odwracałam się nawet do tyłu. Nie było czasu na takie pierdoły. Ręce mnie zaczęły boleć jak cholera, jeszcze do prawej mi się wbiła drzazga, ale i tak wiosłowałam. Nie przestawałam. Najważniejsze dla mnie było to, żeby wrócić na brzeg jakimś cudem. Może i źle, że tak sobie popłynęłam w morze, nic nikomu nie mówiąc, ale co miałam zrobić? Chciałam uwolnić mojego ulubionego przyjaciela – debila od żyletek. Przecież nie mogłam tak po prostu pozwolić, żeby sobie cierpiał. Do oczu zaczęły mi napływać łzy, ale sama nie wiem czy to ze strachu, czy od wiatru, który zabójczo szybko zaczął wiać. Czułam się jak na Titanicu, no dobra, może nie.. Ale i tak było potwornie.
W końcu poczułam, że w coś przywaliłam łódką. Z nadzieją, że to mój kochany brzeg, mój najukochańszy ląd odwróciłam się. Co zobaczyłam? Skały. Cudnie wprost. SKAŁY! Wpłynęłam na ostre skały. Po chwili zaczęła mi przeciekać łódka. Woda się lała do środka jak szalona, musiałam się ratować. Wyskoczyłam z łódki do wody i oczywiście przywaliłam stopą o skałę. Miałam wrażenie, że te SKAŁY były wszędzie. Czułam, że leciała mi krew ze stopy i wiedziałam, że skręciłam sobie kostkę. Nie mogłam płynąć, nie mogłam iść. Zostało mi tylko wdrapywać się i czołgać po tych skałach na stały ląd.
Przeczuwam, że minęła godzina od czasu, kiedy męczyłam się w skałach, do czasu, kiedy siedziałam na brzegu sama i ryczałam. Stopa mnie bolała strasznie, a plaża na której wylądowałam była po drugiej stronie wyspy. Po tej stronie nie było nikogo. Od naszej hotelowej plaży do miejsca, w którym byłam, było tak na oko jakieś 8 kilometrów. Tak daleko mnie morze zniosło. Musiałam przeczekać do rana z tą zrąbaną stopą i drzazgą w dłoni, na plaży, której nigdy nie widziałam, a wokół mnie była tylko ciemna noc. Fale kołysały mnie do snu. Szum morza koił mój ból. Nie myślałam nawet o tym, co mogło mnie tam spotkać, nie zastanawiałam się nad tym, co jest po tej stronie wyspy.. ZASNĘŁAM.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz