Obudziłam się. Na oko była gdzieś godzina piąta. Wschodziło słońce. Piękny widok. Podparłam się na rękach o piasek na plaży. Poziom wody się trochę podniósł od wczoraj i słona ciągle obmywała mi stopę. Włosy już miałam suche. Oprócz tej stopy byłam cała sucha. Wcześniej nie miałam pojęcia, że tak cholernie beznadziejnie to wyglądało. Stopa była cała spuchnięta i posiniaczona. Bolało cholernie i nie mogłam jej wyprostować.
- KURWA JEGO MAĆ! I CO JA MAM TERAZ ZROBIĆ?! – wrzasnęłam. Wtedy usłyszałam jakiś szelest w krzakach. Wystraszyłam się. Odwróciłam głowę i przesunęłam się lekko w tamtą stronę. Nagle z tej dziury, z tych krzaków, palm i bambusów, wyszedł Justin. Wyglądał okropnie. Miał głębokie, fioletowe podkowy pod oczami, w jednej ręce miał piwo, a w drugiej papierosa. Oczy miał pomalowane na czarno, włosy też miał o dziwo czarne. Spojrzał mi w oczy, kołysząc się od nadmiaru alkoholu. Upadł na piasek obok mnie, docisnął fajkę do piachu. Cały czas się na niego patrzyłam ze strachem i obawą. Był zupełnie inny, niż ten Bieber, którego wykreował show-biznes. Siedział tuż obok mnie. Delikatnie podniósł dłoń i położył ją na moim policzku. Spojrzałam na jego popękane, suche i lekko zakrwawione usta. Wtedy zaczął szeptać do mnie:
- Oto pierwszy part
cudownej miłości.
Namiętny kochanek,
martwej żonie obgryza kości.
Ten ziom nigdy nie pości,
chętnie Cię ugości,
tylko nie krzycz jak będziesz ruchany na stercie kości.
Kompletnie go nie słuchałam. Cały czas wpatrywałam się w jego usta. Wyglądały zupełnie inaczej niż zwykle. Rzucił butelkę po piwie w stronę morza i przyciągnął mnie do siebie natarczywie. Po chwili zaczął mnie nachalnie całować. Dobrze, przyznaję, że nie chciałam się od niego oderwać, bo.. no.. zako.. ZAKOCHAŁAM SIĘ W NIM DO CHOLERY! Nie wiem jak i kiedy to się stało, ale stało się i już. Czasu nie cofnę. Nie wiem co mnie w nim tak pociągało. Próbowałam się wyrwać, ale i tak bym nie uciekła, przez tą zjebaną nogę. Wsunął mi chamsko język do buzi. Czułam jak jeździł po moim podniebieniu, jak wił wokół mojego języka.. Kręciło mi się od tego w głowie. Myślałam, że tam zwariuję. Ale wnet zrobiło się to bardzo przyjemne. Złapał mocno za moje ręce, nie za dłonie, za ręce.. gdzieś między łokciami, a ramionami. Zacisnął mi mocno garściami przedramiona. Byłam bezwładna. Zamknęłam oczy. Zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Wtedy on mnie odepchnął i walnął mnie z liścia w policzek. Nie wiedziałam czemu to zrobił. Policzek mi spuchł, zaczęły mi lecieć krople łez z oczu. Wtedy on też zaczął płakać i się do mnie przytulił, po czym ja odepchnęłam jego i się odwróciłam do niego plecami. Jak zwykle nie rozumiałam co się działo.
- Jak to kurwa nie może jej przyjąć?! – krzyknął i wtedy na niego spojrzałam. Zrzucił tej biednej kobiecie z recepcji wszystkie rzeczy i papiery z biurka. Zaczął się szarpać za włosy i zginać z wściekłości. Potem trzymał się za brzuch. Cały czas na niego patrzyłam. Recepcjonistka wezwała ochronę. Justin przed nimi uciekł, łapiąc mnie w pasie i wybiegł ze mną ze szpitala. Zaniósł mnie do hotelu, do jego pokoju. Posadził mnie na swoim łóżku. Podszedł do drzwi i je zamknął na klucz. Patrzyłam na niego, ale jakoś tak już się nie bałam. Nie obawiałam się już niczego. Oparł się o drzwi, tyłem do mnie i upadł na podłogę. Był cały blady. Wyglądał jakby zemdlał. Zaczęłam wołać pomocy, ale nikt mnie nie słyszał. Zsunęłam się powoli z tego łóżka na ziemię. Rękoma się przyciągając, doczołgałam się do Biebera. Noga mnie bolała jeszcze bardziej niż wcześniej. Czułam jakby mi ją amputowano na żywca.
- Justin.. – szepnęłam i poklepałam go po policzku.
Przetarłam oczy od łez, a następnie położyłam głowę na jego brzuchu, bo nie mogłam nic zrobić. W żaden sposób nie mogłam mu pomóc. Nie mogłam ani pobiec po pomoc, ani zawołać po pomoc. Zacisnęłam dłoń w pięść. Mogłam podnieść jego nogi i oprzeć o jakieś krzesło, żeby mu krew do mózgu dopłynęła, ale jakoś wtedy o tym nie pomyślałam. Przybliżyłam się do jego twarzy i walnęłam go raz, a mocno w policzek z pięści.
- KURWA! OBUDŹ SIĘ, DEBILU! – zaczęłam krzyczeć i bezsilnie walić go z pięści w brzuch. Nic na niego nie działało. Po prostu położyłam się obok niego i patrzyłam na jego bladą twarz. Jego klatka się podnosiła. Oddychał, żył. Usłyszałam nagle kroki na korytarzu, więc pod wpływem emocji zaczęłam walić w drzwi szalenie mocno. Po jakichś 10 minutach drzwi się otworzyły. Stał za nimi facet z recepcji i jakiś koleś, który wynajmował tu pokój. To on usłyszał moje walenie w drzwi.
Mówili coś do mnie, podnosili nas z podłogi, wołali o pomoc, ludzie się zbierali, żeby popatrzyć co się dzieje. Czułam się jakby wszystko było w spowolnionym tempie. Jakbym słyszała gdzieś w podświadomości piosenkę Miley Cyrus – Stay. Z oczu wciąż leciały mi łzy. Jakichś 2 facetów wzięło mnie na ręce, 2 innych wzięło na ręce Justina. Cały czas był blady i miał zamknięte oczy. Widziałam jak go zabierali. Słyszałam karetki. Mnie wsadzili do innego ambulansu. Jedyne co pamiętam to to, że niemiłosiernie się darłam: „Oddajcie mi go! On musi żyć! Ja muszę go widzieć! Oddajcie mi go! Ja go kocham!” – wtedy głos mi się załamywał i przełykałam ślinę. Cała się trzęsłam. Ściszyłam trochę głos, szlochałam i dalej powtarzałam w kółko, żeby mi go oddali. Po jakimś czasie poczułam lekkie ukłucie w szyję i przestałam widzieć. Przestałam też słyszeć. Byłam nieobecna. Wstrzyknęli mi jakiś środek nasenny, żebym przestała się drzeć. Długo nie mogłam się z tego wybudzić potem.
Zawieźli mnie do szpitala. Zoperowali mi nogę i założyli gips.
W końcu się obudziłam. W białej sali. Wszystko było białe, a ja byłam sama. Po paru godzinach przyszedł lekarz. Milczałam.
- Dzień dobry, nazywam się doktor Plump – próbowałam się podnieść. – Proszę na razie nie wstawać. Nie powinna pani wstawać przez najbliższe 24 godziny, wtedy będzie pani mogła wrócić do hotelu. Najpierw muszę zadać pani kilka pytań..
Zbliżył się do mnie i usiadł na krześle obok mojego łóżka.
- Jak się pani nazywa? – nacisnął końcówkę długopisu i założył nogę na nogę. Nie odpowiedziałam na pytanie.
- Dobrze, nie chce pani mówić. W takim razie.. czy jest pani znajomą tego pana, który jest w tej chwili w śpiączce? Mam na myśli tego znalezionego obok pani na podłodze.. Zna go pani? Co się stało?
Lekarz się we mnie wpatrywał, ja nie zamierzałam odpowiadać na żadne pytania. Ale w końcu się odezwałam, kiedy wychodził z sali.
- Nie chciał mnie pan przyjąć.
- Ja?
- Nie chciał mnie pan przyjąć.
- Posłuchaj, nie mogłem cię przyjąć, bo.. – przerwałam mu krzykiem.
- Nie chciałeś mnie przyjąć skurwysynie! Przez ciebie Justin mnie zaniósł do hotelu i przez ciebie zemdlał. To wszystko przez ciebie!
- Jak to przez mnie? Po prostu nie mogłem… - znowu mu przerwałam.
- To wszystko przez ciebie! Przez ciebie! To wszystko przez ciebie!
Cały czas krzyczałam. Znowu mi wstrzyknął coś, tym razem w nogę. Po raz kolejny zasnęłam. Spałam długo. Bardzo długo. Obudziłam się w nocy. Było ciemno. Nie minęły jeszcze 24 h, a ja wstałam o kulach i zaczęłam chodzić po korytarzu, szukając pokoju Justina. Zeszłam z trudem po schodach na piętro niżej. Tam znalazłam jego salę. Weszłam po cichu i położyłam się obok niego. Już nie był blady, nie miał podków pod oczami, nie miał popękanych ust ani czarnych włosów. Kiedy tak się obok niego położyłam, przykryłam kołdrą i wtuliłam, uśmiechnął się. Już wiedziałam, że nie spał. Pchnęłam go lekko i zaczęłam się śmiać. Otworzył oczy i na mnie spojrzał.
- Justin, kretynie.. – pocałowałam go w usta delikatnie i się uśmiechnęłam.
- Śpij lepiej. Dobranoc – zaśmiał się i pocałował mnie w głowę uroczo.
Zamknęliśmy oczy i zasnęliśmy.

Chodzi o kulach... Wiem co to za ból :( A jeszcze do tego z gipsem :(
OdpowiedzUsuń