Patrzyłam się na twarz tej osoby, mimo, że przez kaptur nic nie widziałam. Znów czułam na sobie wzrok. Musiałam w końcu się odezwać. Tylko nie wiedziałam do kogo, do tego chłopca, czy do tajemniczego gościa. Po chwili kucnęłam przy tym małym. Trzymałam ręcznik, żeby mi nie spadł. Mały się do mnie przytulił i zaczął płakać.
Korytarzem właśnie przechodzili inni goście hotelu. Ja tylko poczułam pociągnięcie za moją rękę i po chwili znalazłam się w owym pokoju. Drzwi się zamknęły. Stałam teraz obok tej dziwnej i tajemniczej postaci, a na łóżku obok usiadł ten mały, tuląc się bardziej do koca i płacząc.
- Tylko nie krzycz. Nikt nie wie, że tu jestem – szepnął tajemniczy osobnik. Skinęłam głową, zgadzając się na wszystko.
Podwinęłam prawy rękaw i zobaczyłam pocięte rany. Zsunął z głowy kaptur. To był Justin Bieber. Nie spodziewałam się tego, ale to był on. Nie wiedziałam co powiedzieć i wpatrywałam mu się w oczy. Nie wierzyłam w to. Wysunęłam lekko przed siebie prawą dłoń i musnęłam jego policzek. Otarłam mu łzę.
- Czemu płaczesz? – spytałam z drżącymi ustami i niepewnością w załamanym głosie.
- Bo muszę.
- Nic nie musisz.
- Nie jestem wolny. Muszę cierpieć.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Mały do mnie podszedł. Justin uklęknął obok niego, potem zaprowadził go do łazienki, żeby się przemył. Wrócił do mnie i usiadł na łóżku. Ja stałam na przeciwko i nic nie mówiłam.
- Kim on jest? Twoim synem? Kim? – spytałam.
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Czemu?
- Bo jesteś paparazzi. Przez takich jak ty muszę cierpieć, muszę się ukrywać. Nikt nie może wiedzieć, że on do mnie przychodzi, rozumiesz?! – lekko podniósł głos, wstał i przyparł mnie mocno do ściany, trzymając mnie tą pociętą ręką i patrząc mi prosto w oczy z pewną tajemniczością. Szczerze? Bałam się wtedy. Bałam się cholernie. Nie znałam jego zachowań, nie wiedziałam do czego był gotów. Nie miałam pojęcia co zamierzał zrobić. Nasze twarze były bardzo blisko siebie. Spojrzał tylko na moje usta i się odsunął. Poszedł do łazienki po tego chłopca. Stałam przez 30 minut jak słup soli, że tak się wyrażę.. no jak nieruchoma dupa w ręczniku. Haha. Stałam i go obserwowałam. Obserwowałam każdy jego ruch. Naszykował coś do jedzenia temu małemu.
Chłopiec w końcu poszedł, nie wiem gdzie. A my zostaliśmy sami w tym pokoju. Zdawałam sobie sprawę z tego, że ściany są dźwiękoszczelne, więc nikt by mnie nie usłyszał w razie krzyku. Wiedziałam też, że nikt by mnie nie zobaczył, bo w końcu nie było okna, tylko ta dziwna szybo-lustro-ściana. Przez chwilę była cisza, ale nie mogłam już wytrzymać i walnęłam prosto z mostu:
- Nie martw się. Rzuciłam robotę. Naklęłam na tego chuja z redakcji i jestem wolna – uśmiechnęłam się do niego.
- Mam ci wierzyć? – spytał podejrzliwie.
- Po prostu zaufaj. Dowodów nie mam.
- Ufam, chociaż cię nie znam.
- Ale powiedz.. Proszę.. Kim jest ten mały? – no musiałam o to zapytać.
- Dobrze. Ale masz nikomu nie mówić. On mieszka w patologicznym domu, rodzice go nie kochają, piją, palą, biją go… On nie ma życia.. Nie ma normalnego życia.
- Ale.. co on robi u ciebie?
- Pomagam mu. Czasem się nim opiekuję. Przychodzi tu do mnie kiedy potrzebuje pomocy.
- A właściwie.. Powiedz.. To ty leciałeś ze mną w samolocie?
- Tak.
- I.. leciałeś tu specjalnie dla tego chłopca, znałeś go wcześniej?
- Ja tu w pewnym sensie mieszkam. Ciągle tu do niego przylatuję.
- Lubisz go? – spytałam, siadając razem z nim na łóżku.
- Lubię. Jest bardzo mądry jeśli chodzi o życiowe sprawy. Chciałem.. – tu zamilknął.
- Co chciałeś?
- Chciałem go adoptować, ale nie mogę. Nie mam żony. Muszę się ożenić.
- Tak ci na nim zależy?
- Przyjaźnimy się i szkoda mi go. Pokochałem go jak syna.
- A ile on ma lat?
- Osiem.
Zwróciłam wzrok na Justina i patrzyłam się na jego twarz, podczas gdy on patrzył w podłogę. Spojrzałam na jego prawą rękę.
- Dlaczego to robisz?
- Co robię?
- Tniesz się. Dlaczego się tniesz? Czujesz się przez to lepszy?
Spojrzał na mnie i podwinął prawy rękaw, chowając ślady po żyletkach.
- Czuję się przez to lepiej – uśmiechnął się delikatnie. – Czemu zadajesz tyle pytań?
- Z przyzwyczajenia. A ty jak nie chcesz to nie musisz odpowiadać..
- Chcę. Ale na razie po prostu pomilczmy chwilę – powiedział i popatrzył na mnie.
Spełniłam prośbę. Milczeliśmy. On cały czas na mnie patrzył, a ja odwracałam wzrok. Czemu? Sama nie wiem. Ale miał w sobie coś takiego.. niezwykłego.. Kurde, no nie wiem co. Po prostu był inny. I choć wcześniej mi się wydawało, że jest tylko kolejną durną gwiazdką, o której pisałam.. Teraz jakoś zmieniłam zdanie po tym co zobaczyłam. Mimo, że uciekałam wzrokiem od jego oczu, widziałam pewnego rodzaju cierpienie w jego ‘paczadłach’. Nie wiem czemu. Nic już nie wiem. Moja wiedza jest zbyt mała, żeby to wszystko tak po prostu ogarnąć. Jego nie da się ‘ogarnąć’. On jest jakiś inny.
W pewnej chwili przestałam myśleć, bo poczułam, że się przysunął do mnie trochę bliżej. Czułam jakby.. jakby chciał się do mnie przytulić. Ale co ja gadam! Ludzie nie przytulają się tak po prostu, bez powodu. Przecież to głupie. Przyjemne, ale głupie. Nie ma ludzi ‘głupich’. NIKT się nie przytula, bo chce poczuć ciepło, bijące od innej osoby. Nikt! Chociaż..
Szybko wstałam, bo zdałam sobie sprawę, że wciąż jestem w samym ręczniku i miałam mokre włosy. A ja wiem jak to działa na facetów.. Bynajmniej na tego skurwiela, z którym byłam -_-.
- Muszę.. Yy.. Ten.. Muszę iść do siebie do pokoju.. – mówiłam jakaś taka roztrzęsiona nerwowa. – Taaak… To.. No, idę.. – zakończyłam swój monolog.
On cały czas milczał i mnie obserwował, jakby chciał mówić do mnie zmysłem wzroku. Rzuciłam mu tylko ostatni uśmiech i wyszłam. Zamknęłam starannie drzwi od jego apartamentu i przeszłam te 2 kroki do mojego. Zamknęłam drzwi. Jak się poczułam? Dziwnie. Trochę tak, jakby rodzice mnie przyłapali na seksie.. Ok, to zły przykład, ale trochę tak się czułam. Cóż.. Nic na to nie poradzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz