Odwróciłam wzrok w stronę drzwi, spojrzałam na godzinę w komórce i z powrotem popatrzyłam na tą osobę. Widziałam jak odsuwa powoli kolejny pusty kieliszek po wódce. Coś mnie pokusiło. Wstałam, zakryłam dekolt bluzą i ruszyłam w tamtą stronę. Zanim tam doszłam tajemnicza postać podkuliła do siebie nogi, owinęła je rękoma i oparła głowę o ścianę. Usiadłam przy tym samym stoliku.
- Czego chcesz? – spytała osoba, zachrypniętym, aczkolwiek pięknym głosem.
- To było niemiłe powitanie – spoważniałam. – Ale zapomnijmy o tym. Udajmy, że tego nie było. A szczerze? Nie wiem po co tu podeszłam. Coś mnie tu ciągnęło. Zwłaszcza, że czułam na sobie pana wzrok.
Milczał. Barman poszedł na zaplecze, a on wysunął dłoń, żeby chwycić kolejny kieliszek. Złapałam go za rękę.
- Wystarczy już. Niedługo pan umrze, jak tak będzie pił – stwierdziłam troskliwym głosem.
- A co panią to obchodzi? Jak umrę to nikt się tym i tak nie przejmie.
Puściłam go. Ścisnął mocno kielich i podniósł go, zbliżając do swoich ust. Miał niesamowite usta, trochę jak w kształcie serca, pełne i czerwone, ale troszkę sine. Cała ta postać wydawała mi się taka jakaś zimna, chłodna. Rzucił kieliszek na ziemię. Wystraszyłam się trochę, ale w tamtym momencie zobaczyłam na jego ręce znajomy, drewniany różaniec i znajome rany po cięciu się. Złapałam się za buzię obiema dłońmi.
- Justin? – szepnęłam, jakby sama do siebie.
Wtedy się lekko podniósł. Zobaczyłam jego oczy, jego wspaniałe, czekoladowo-kakaowo-karmelowe oczy. Zawsze miałam do nich słabość. Już wtedy byłam całkowicie pewna, że to był Justin Bieber. Wstał, nie był zadowolony. Rzucił pieniądze na stół i pobiegł do wyjścia, a ja wodziłam za nim wzrokiem. Wyszedł. Zostawiłam pieniądze na ladzie i wybiegłam za nim. Rozglądałam się wszędzie, ale nigdzie go nie było. Żadnego śladu po nim. Kompletnie nic. Cisza i spokój. Żywej duszy nie było na ulicach.
Wróciłam więc do hotelu. Dziewczyny już spały, odłożyłam czapkę i buty i rzuciłam się na łóżko. Chciałam, żeby mi ktoś zrobił masaż stóp, ale Ashton to skurwiel, a dziewczyn nie będę o to prosić. Byłam przemęczona jak na jedną noc. Zasnęłam.
Rano, gdy emocje mi trochę ochłonęły obudziłam się z lekkim kacem, więc zanim ktokolwiek zauważył, że nie śpię, ja znowu zasnęłam. A kiedy obudziłam się za drugim razem i już nie miałam kaca była godzina dwunasta. Szlachta śpi do 12. :)
- No w końcu wstałaś, śpioszku! – krzyknęła Jamie.
- Nie drzyj się tak! Wstałam.. – powiedziałam, przecierając oczy.
- Gdzieś ty była całą noc? – spytała Sarah, przygotowując nam pizzę na obiad.
- Yy.. Noo.. Tu i tam..
- Masz kaca – zaśmiała się Katie. – A do Chestera pójść nie chciałaś z nami. Wolałaś sama sobie popić?
- Jezuu.. Mooożeeee.. Nie wiem, kurwa, nic już nie wiem.. – położyłam się z powrotem na łóżko i zakryłam głowę kołdrą. Katie zaczęła ją zsuwać z mojej twarzy, ale ja na siłę trzymałam ją. Myślałam o Justinie. Kurwa, w pewnym sensie szkoda mi go było. Miał problemy, jak każdy. Tylko nie potrafił sobie z nimi radzić.
- Dalej masz te humorki w sprawie Ashtona? – spytała Jamie.
- Nie.. To znaczy.. właściwie to tak, przecież zrobił mi to przed samym ślubem. A może.. Jezuuu… Dajcie mi wszyscy święty spokój! – krzyknęłam.
Przez chwilę była cisza, słyszałam, że Sarah i Katie wyszły. Ale Jamie została, usiadła na łóżku obok mnie, obróciłam się na drugi bok, żeby nie musiała na mnie patrzeć.
- Ej, daj spokój. Wszystkie widzimy, że masz nas dość. Chcesz.. Wiesz.. Mam bilety lotnicze na Bali, do hotelu.. Właściwie to tylko jeden. Najlepiej dla wszystkich będzie jak po prostu nie będziemy się widzieć przez miesiąc. Dam ci ten bilet, masz go przyjąć jako prezent z okazji niedoszłego ślubu. Zamieszkasz w hotelu 5-gwiazdkowym. Musisz od tego wszystkiego odpocząć, a my wszystkie ci tylko o nim przypominamy. To najlepsze wyjście. Wyjedź.
Przed moją twarz położyła bilet i wyszła. Zastanawiała się nad tym przez krótką chwilę. W końcu zdecydowałam, że polecę. Jamie ma rację, muszę od tego wszystkiego się oderwać. Muszę o tym skurwysynie zapomnieć. Muszę. Nie ma innego wyjścia.
Szybko się przebrałam, wzięłam moją nierozpakowaną walizkę i pobiegłam na lotnisko z tym biletem. Oczywiście zostawiłam im list na poduszce i wymeldowałam się z tego hotelu. Źle się czułam. Na szczęście jestem dziewicą i nie mogłam być w tym momencie w ciąży. Wiecie czemu nie robiłam tego z Ashtonem? Obiecaliśmy sobie, że zaczekamy do ślubu. Ciągle jednak widziałam w jego oczach, że on chce. Chce kurwa tego jebanego seksu! Ok, rozumiem.. Wiem, że to przyjemne, ale to była nasza przysięga, którą złamał. Nie wybaczam złamania obietnicy. Nigdy.
Wsiadłam po chwili do samolotu i leciałam. Znowu ten samolot.. Leciałam, leciałam, słuchałam muzyki, gapiłam się na chmury.
W połowie drogi obok mnie usiadła pewna osoba w kapturze. Oczywiście był to inny kaptur niż ten co miał na sobie Justin w barze. Czułam na sobie wzrok tej osoby, jak to zwykle ja. Więc zsunęłam spódniczkę trochę niżej i przysunęłam się bliżej okna. Dolecieliśmy w końcu. Nie było żadnych przygód, ani turbulencji.. Nic. Zdjęłam słuchawki z głowy, wyłączywszy muzykę i wysiadłam z samolotu. Na Bali było przepięknie, niesamowite to miejsce. Ludzie chodzili w spódniczkach z bambusa, eukaliptusa.. i.. chuj wie czego. Hotel był tuż przy plaży. Szybko odnalazłam swój pokój i go otworzyłam kluczem, który dostałam w recepcji.
W połowie drogi obok mnie usiadła pewna osoba w kapturze. Oczywiście był to inny kaptur niż ten co miał na sobie Justin w barze. Czułam na sobie wzrok tej osoby, jak to zwykle ja. Więc zsunęłam spódniczkę trochę niżej i przysunęłam się bliżej okna. Dolecieliśmy w końcu. Nie było żadnych przygód, ani turbulencji.. Nic. Zdjęłam słuchawki z głowy, wyłączywszy muzykę i wysiadłam z samolotu. Na Bali było przepięknie, niesamowite to miejsce. Ludzie chodzili w spódniczkach z bambusa, eukaliptusa.. i.. chuj wie czego. Hotel był tuż przy plaży. Szybko odnalazłam swój pokój i go otworzyłam kluczem, który dostałam w recepcji.
- Omgaash! Ale…. WOW! – krzyknęłam, rzucając walizki na podłogę. Wszystko było zajebiste, ściana od strony oceanu był przezroczysta. Już obczaiłam, że ja widzę wszystko na plaży i w wodzie jakby ściana była ze szkła, a po drugiej stronie jest jakby lustro, więc oni mnie nie widzą. Ok., rozejrzałam się trochę po apartamencie. Był wprost niesamowity. Pochowałam już wszystkie ubrania do szaf i ustawiłam walizkę za łóżkiem. Położyłam się na chwilę, żeby odpocząć od lotu i znów włączyłam mój aparat. Znowu oglądałam Jego zdjęcia, te z galerii handlowej. Znowu o nim myślałam. Błądziłam po omacku w mojej zajebistej głowie, a myśli o nim nie chciały za żadną cenę wyjść z mojej głowy.
W końcu się ogarnęłam i schowałam aparat. Poszłam do łazienki i włączyłam radio. Leciało Will. I. Am – I Got It From My Mama. Może to dziwnie zabrzmi, ale lejąc mydło na ręce kręciłam tyłkiem do bitu tej piosenki. Zaczęłam się obracać w kółko i sama sobie tańczyć do lustra. Wzięłam szczotkę jako mikrofon i ‘śpiewałam’ do niej. Potem poleciało Opti – The Gap.. Taki wiecie, typowy dubstep :) Otworzyłam kabinę prysznicową i weszłam do środka. Oczywiście wcześniej zdjęłam z siebie ubrania. Wykąpałam się. Mokre włosy, które są czerwone, a właściwie lekko bordowe, owinęłam małym ręcznikiem, a sama okryłam tułów większym ręcznikiem, który właściwie ledwo zakrywał mi tyłek.
Wyszłam z łazienki i usłyszałam płacz małego dziecka na korytarzu. Zdjęłam ręcznik z włosów i lekko je rozczochrałam, żeby mi się nie splotły. Podeszłam do drzwi i nacisnęłam na klamkę. Pod pokojem obok stał mały, zapłakany chłopiec, cały brudny i posiniaczony, owinięty kocem. Drzwi od tego pokoju były otwarte. Podeszłam te dwa kroki do drzwi i spojrzałam na osobę, która stała przed tym chłopczykiem. Jej twarz była zakryta cieniem kaptura, który był identyczny jak ten, który miała na głowie postać, siedząca obok mnie w samolocie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz