Nowy narzeczony – brzmi jak
tytuł kolejnej, nudnej komedii romantycznej, wyprodukowanej w USA, w której
fabuła jest tak oczywista jak fakt, że nie będziesz latać, nie mając skrzydeł.
Możesz też przypuszczać, że po
kolacji zrobiliśmy… „TO”. Jednak nie mógłbyś być w większym błędzie. Całą drogę
do chatki się śmialiśmy i rozmawialiśmy, Justin wrzucił mnie do wody, a ja z
niej wybiegłam i rzuciłam mu się na barana. Tak go zaskoczyłam, że
wylądowaliśmy w piachu i wyglądaliśmy jak ze szkoły przetrwania. Swoją drogą,
uciekając przed pragnącym zemsty Justinem, potknęłam się o jakiś konar i
wywaliłam, łamiąc przy tym obcas. Bieber się oczywiście śmiał i obiecał, że
kupi mi nowe buty. Odmówiłam. Wystarczy, że zapłacił hotelowi za moją
bezmyślność.
W domku czekał na nas Mark.
Włączyliśmy TV i obejrzeliśmy Transformers 3. Potem.. No cóż. Woleliśmy, żeby
chłopak nocował z nami, więc położyliśmy go na moim łóżku, a sami spaliśmy na
hamaku.
Obudziłam się w dosyć dziwnej
pozycji, bo czułam między nogami jakiś ucisk. Podniosłam się z Justina i
zobaczyłam to, czego mogłam się spodziewać. Wolałam udawać, że nic nie
widziałam i pójść się przewietrzyć. Szybko dogonił mnie 8-latek, ubrany w to
samo, co poprzedniego dnia.
- Pani Watson, pani Watson! –
krzyczał za mną, biegnąc chyba najszybciej jak potrafił. Kiedy do mnie dotarł
wtulił się, a ja tylko pogłaskałam go troskliwie po główce. - Bardzo ładnie
pani wygląda w tej piżamce – westchnął.
- Nie podlizuj się już tak –
zaśmiałam się i poklepałam go po pleckach. Kucnęłam przed nim i złapałam jego
dłonie.
- Czy tatuś już mówił pani co
zamierza?
Przez chwilę zastanawiałam się
czy dobrze usłyszałam, aż w końcu to do mnie dotarło.
- Jaki tatuś? Nie znam twojego
tatusia.
- Pan Bieber.. No Justin no.
Mój tata.
Rozchyliłam usta, nie ukrywając
zdziwienia.
- Justin to twój tata?
- Znaczy.. Nie biologiczny, ale
tata. To on mnie wychowuje przecież.
- Aha, no to kamień spadł mi z
serca, że nie biologiczny – zaśmiałam się.
- Proszę pani, ale ja nie chcę
już wracać do domu. Ja nie chcę do rodziców – wtulił się we mnie i zaczął
płakać.
- Już dobrze, spokojnie. Ale
czemu mi to mówisz? – pogłaskałam go po pleckach i z wielkim trudem wzięłam
tego kloca na ręce. Dotarło do mnie, że nie jestem superbohaterką i nie mam
supersiły. Ale nie dałam za wygraną i trzymałam go, tuląc do siebie, jakby był
najlżejszą istotą na kuli ziemskiej.
- Bo chcę, żeby pani była moją
mamusią. – Zamknął oczka i troszkę się uspokoił.
- Jak to mamusią?
- Bo pani weźmie ślub z
tatusiem. I tatuś chce, żeby pani była moją mamusią.
- Co? - Po raz kolejny nie
zdołałam ukryć zdziwienia. Czy Justin chce się ze mną ożenić tylko dla tego
małego chłopca?
- No powiedział, że mnie
za..a..da..ptuje..cie. Czy coś takiego.
- Adoptujemy? Ale.. Jak? Boże,
przecież ja się nie nadaję na mamę.
- Nadaje się pani. A tata panią
kocha. Ja też panią kocham. – Ziewnął. Stwierdziłam, że raczej się nie wyspał
po tym oglądaniu filmu. – Kocham cię, mamo.. – szepnął i usnął.
Nie wiem nawet kiedy po moim
policzku spłynęła łza. Łza szczęścia, tak mi się wydaje. Nie stało by się tak,
gdyby nie powiedział do mnie tego ostatniego zdania. Wtedy poczułam, że muszę.
Muszę go adoptować. On mnie potrzebuje.
Po powrocie do chatki ułożyłam
go do snu, a z Justinem zaczęłam poważnie rozmawiać. Stwierdziliśmy, że nie ma
po co czekać i trzeba wziąć ślub jak najszybciej, żeby móc adoptować tego
malucha.
W taki właśnie sposób już dwa
dni później cała plaża była przygotowana, a ja nie spotkałam się z Justinem
przez 24 godziny. Wieczór panieński spędziłam z mamą, Katie, Sarah i Demi –
dziewczyną Jesse’go. Miało się obyć bez żadnych specjałów, ale okazało się, iż
Katie z Sarą zamówiły jakiegoś striptizera. Trochę się porozciągał przy mnie,
powyginał, a przed zdjęciem bielizny wolałam go powstrzymać. Kiedy sobie
poszedł, zjadłyśmy pudełko lodów i wypiłyśmy szampana. Nie szalałam jakoś
specjalnie. Nie jestem jedną z tych, co ćpają i chleją do samego rana, a
podczas ślubu mają kaca.
W każdym razie kiedy już
nadszedł ten dzień, rano oczywiście wzięłam kąpiel, zajęłam się trochę swoim
ciałem etc. I tak, będąc w łazience, stanęłam w samej bieliźnie przed lustrem.
Spojrzałam na całe swoje ciało, od kabaretek, przez podwiązki i majtki,
obracając się tyłkiem do lustra, poprzez stanik.. aż po twarz, która była
rozjaśniona i delikatnie umalowana. Wiedziałam, że nastąpi w końcu to, czego
się tak obawiałam. Ktoś zobaczy mnie nago. Jednakże miałam do Justina wiele
zaufania i byłam pewna, że wszystko będzie jak piękny sen.
Troszkę się zamyśliłam nad
wyglądem swojego ciała, aż do drzwi zapukała zmartwiona Katie.
- Wszystko w porządku,
kochanie? – spytała, oczekując na szybką odpowiedź.
- Masz sukienkę? – Jak to ja,
musiałam odpowiedzieć pytaniem.
- Mam, mam. Wyjdź to ci ją dam.
- Uhm. Już.
Zarzuciłam na siebie
szlafroczek z jedwabiu i otworzyłam drzwi. Zamarłam z wrażenia. Suknia była tak
piękna, jak prosto z moich marzeń.
- Pamiętasz Ronnie? Tą cichą
dziewczynę z naszego liceum, która się w dwa dni diametralnie zmieniła? Swoją
drogą szkoda, że jej chłopak zmarł na białaczkę. No ale mają pięknego synka..
To znaczy nie „mają”, bo ojciec małego nie żyje no ale wiesz o co chodzi…
- Przejdź do sedna, proszę.. –
szepnęłam, zachichotałam i złapałam ją za dłonie. Uspokoiłam ją swoim
spojrzeniem, wzięła głęboki oddech.
- Więc.. Mama Ronnie miała
salon sukien ślubnych i ta suknia jest właśnie od niej. Nie musisz dziękować,
naprawdę.
- Będziesz w niej wyglądać
zajebiście. Mówię ci. Prawda, Demi? – wtrąciła Sarah, która w towarzystwie
dziewczyny Jesse’go wkroczyła właśnie do sypialni.
- Naprawdę tak sądzicie? –
uśmiechnęłam się.
- No dobra, nie gadamy,
przebieramy się. Już, mała. I nie wymiguj się, bo zostały ci 3 godziny do
ślubu. A to niezbyt dużo – westchnęła Katie i popchnęła mnie w stronę łazienki.
- Poczekaj! – krzyknęłam.
- Co?
- Radio.
Podbiegłam do odtwarzacza i
włączyłam piosenkę Conora Maynarda – Another One. Zaczęłam się kiwać na boki,
klaszcząc i przygryzając język jak typowa murzynka. Tanecznym krokiem
(oczywiście Dougie), rozbawiając dziewczyny, dotarłam do łazienki. Śpiewając
słowa, które znałam, wcisnęłam się w tą kieckę. Spojrzałam na lustro i..
zamarłam. Nigdy nie myślałam, że będę miała na sobie suknię ślubną. Łzy zaczęły
mi spływać po policzkach i niestety się rozmazałam. Otworzyłam drzwi.
- Ej, dziewczyny, musicie mi
pomóc.
- Boże, co się stało? Czemu
płaczesz?
- To nic, serio. Po prostu..
Lubię czasem popłakać. Ale tusz mi się rozmazał.
- No powiem ci, że widać, że
się rozmazał. Wyglądasz jak Mroczny Rycerz po prostu – zaśmiała się Sarah.
- Ej! Nie wytykaj mi błędów
tylko pomóż. Wiecie, że ja na makijażu się nie znam.
Uśmiechnęłam się i usiadłam w
fotelu przed lustrem. Wtedy do sypialni wparował kto? Ashton. Doszłam do
wniosku, że nie było mi z nim tak źle. Chcemy zostać jeszcze przyjaciółmi. O
ile jest co ratować. Poza tym brakowało mi Jamie.
- Ash, spieprzaj stąd. Bo opowiesz
Justowi jak wyglądam i nie będzie chciał za mnie wyjść! – zaczęłam się śmiać,
podbiegłam do łóżka i rzuciłam w niego poduszką.
- Spokojnie, nic mu nie powiem
– powiedział, w locie łapiąc piłkę, zanim zdążyła się zatrzymać na jego ciele.
– Wiesz, chyba jednak dobrze, że się z tobą nie żenię. Wyglądasz jak
straszydło. Coś ty zrobiła ze sobą?! – zaśmiał się.
- Nie wiem czy zdajesz sobie
sprawę, Ashi, ale to było nikczemne. Nieładnie tak do dziewczyny.
- A do chłopaków ładnie? Ejj,
pamiętam jeszcze jak chodziliśmy razem na piwo.. Skarbie, nie udawaj, że jakieś
słowa są w stanie cię obrazić. – Uśmiechnął się uroczo i podszedł do łóżka, na
którym siedziałam, a Jamie spojrzała na niego istnym wzrokiem zabójcy.
- Nazwałeś mnie właśnie..
Skarbem?
- Nom. Przyznaję, że tak
właśnie zrobiłem.
- O, fajnie. Rozumiem, że
humorek dopisuje.
- Tak, po dzisiejszej nocy
bardzo mi dopisuje.
- Ashton! – krzyknęła Jamie. –
Może napisz od razu na Twitterze, że się kochaliśmy, co?!
Ashton zaczął się cicho śmiać
pod nosem i wyszedł. W sumie miło z jego strony, że pozwolił mi korzystać ze
swojego domu i że wesele może się odbyć w jego salonie. Może nie jest taki zły
jak mi się wydawało.
Dziewczyny zaczęły ze sobą
rozmawiać, jak to dziewczyny, na temat seksu z Ashtonem. Ja miałam dość,
zrobiłam skwaszoną minę i zabrałam kosmetyki do łazienki. Nienawidzę słuchać
pytań typu „Ma dużego?”, albo odpowiedzi typu „Wszedł tak głęboko, że ujrzałam
Jezusa”… Matko, to wkurwiające, kiedy ja nic o tym nie wiem. Może gdybym już
była po nocy poślubnej sprawiałoby mi to jakąś radość. Ale tak.. To po prostu
nie ma sensu.
Makijaż sobie zrobiłam
delikatny, no dobra może nie aż taki delikatny. Powieki całe białe, lekko z
brokatem, rzęsy doczepiłam (też białe), policzki miałam delikatnie zaróżowione,
a usta po prostu muśnięte na różowo. No ale znowu przecież nie miałam 5 kilo
tapety, którą trzeba by było szpadlem ze mnie zdejmować. Właściwie to tapety
nie miałam w ogóle. W zgrabnie ułożone (jak nigdy!) włosy wpięłam biały kwiat
storczyka. Muszę przyznać, że całość prezentowała się całkiem nieźle.
- Moon, my idziemy już na
plażę, za 10 minut się zacznie! Nie mogę uwierzyć, że jako pierwsza z nas
bierzesz ślub! Aww, i to z kim?! Z Justinem Bieberem! – krzyczała zza drzwi,
podekscytowana Sarah.
- Dobra, świadkowie,
spieprzajcie już stąd i przestań tak krzyczeć, Sarah – westchnęłam.
- Okej, jak będziesz czegoś
potrzebować drzyj się w niebogłosy.
Poszły sobie, a ja założyłam
długie kolczyki z białymi piórkami. Potrząsnęłam głową i przeszły mnie ciarki,
kiedy pióreczka mnie połaskotały. Uśmiechnęłam się do lusterka i wyszłam z
toalety. Włożyłam białe buciki na stopy. Były dosyć wysokie, ale nie martw się,
umiałam w nich chodzić.
Podeszłam do okna i spojrzałam
na wzgórze. Przypomniało mi się jak chciałam skoczyć, bo myślałam, że Justin to
zrobił. I od razu wróciły do mnie wspomnienia Justina – Samobójcy,
zrozpaczonego i kompletnie bez życia. Jednak tamte wspomnienia szybko
zamaskowały nowe wspomnienia.. Justina szczęśliwego, będącego ze mną,
wracającego do kariery i śpiewającego dla fanów.
Ze świadomością, że zmieniam
czyjeś i swoje życie byłam w stanie ruszyć tyłek i pójść spełnić najskrytsze
marzenie – wziąć ślub z mężczyzną, władającym całym moim światem, dla którego
byłam gotowa skoczyć z klifu i który był gotowy postawić wszystko do góry
nogami, żeby tylko móc być ze mną.
Nastała pora na ostatnie
poprawki i przejrzenie się w lustrze. No i w końcu wyszłam. Wyszłam z sypialni,
skierowałam się do drzwi głównych, opuściłam dom Ashtona na jakieś 30 minut i z
maleńkim bukiecikiem kwiatów ruszyłam prosto na plażę, kamiennymi schodami.
Kiedy stałam na pierwszym z nich zakręciło mi się w głowie, więc wzięłam
głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze z płuc. Zeszłam na niższy stopień i
automatycznie wszyscy goście zaczęli się obracać do tyłu, żeby na mnie
spojrzeć. Usłyszałam Marsz Mendelsona i podszedł do mnie Chester.
- Wyglądasz nieziemsko. Pani
pozwoli? – spytał, wystawiając do mnie rękę. Jako że mój ojciec nie mógł,
właśnie on miał mnie poprowadzić do ołtarza.
Zanim jeszcze podałam mu dłoń
spojrzałam na ołtarzyk, umieszczony przy samym brzegu wody. Stał tam jedynie
ksiądz i Justin. Bieber był odwrócony do mnie tyłem i cały czas patrzył na
horyzont. Przez dłuższą chwilę tak go obserwowałam, aż usłyszałam szeptanie gości,
którzy napominali mnie, iż mam ruszyć przed siebie i podać dłoń Chesterowi. Ale
wydawało mi się, że czegoś brakuje. Zacisnęłam pięść i poczułam, że nie mam na
palcu pierścionka zaręczynowego od Justina.
Niezwłocznie ruszyłam spowrotem
w stronę domu Ashtona, zostawiając wszystkich, myślących, że jestem „Uciekającą
Panną Młodą”. Niezdarnie, pełna nerwów, otworzyłam drzwi i rzuciłam się na
komodę w sypialni. Znalazłam pierścionek bardzo szybko i wsunęłam go na palec.
Mienił się niesamowicie. Po raz kolejny na mojej twarzy zawitał uśmiech,
zapowiadający coś nowego.
I wtedy zobaczyłam, że na łóżku
leżą duże, białe skrzydła. Podniosłam je, a na pościel spadła karteczką z
tekstem „Dla mojego Anioła”, tak niezgrabnie napisanym, jak liścik, który
dostałam przed pamiętną oświadczynową kolacją. Poczułam, że muszę je założyć.
Tak też zrobiłam.
Rozluźniłam łopatki i
najszybciej jak tylko się da w szpilkach, popędziłam do Chestera.
- Już – szepnęłam mu do ucha i
wsunęłam dłoń pod jego rękę. Uśmiechnął się do mnie i położył swoją dłoń na
mojej. Ruszyliśmy do przodu. Zeszliśmy po wszystkich schodkach i wtedy dopiero
Justin się odwrócił. Jego twarz była wręcz przepełniona szczęściem. Zresztą tak
samo jak i moja. Oczy przedstawiały radość największego stopnia, dopóki nie
zmierzył mnie wzrokiem. Wtedy jego źrenice stały się większe. Stałam już krok
od niego, a Chester i ksiądz coś zaczęli mówić. Zastanawiałam się o co chodzi
Justinowi. Po jakimś czasie przestało mnie to ciekawić. Kapłan zadał mu pytanie
„Czy ty, Justinie Bieberze bierzesz sobie tą kobietę za żonę?”, a on jakby
nieobecny podniósł dłoń i dotknął moich skrzydeł. Miałam wrażenie, że są one
prawdziwe i jakby zszyte z moim ciałem. Znów rozluźniłam łopatki i spojrzałam
na twarz Justina. Ksiądz ponowił pytanie.
- Przepraszam, ale.. Ona jest
tak piękna, że mi odjęło głos. Ja.. Ja nie wiem czy na nią zasługuję. – W końcu
wydusił z siebie jakieś słowa. Tylko szkoda, że takie.
- Zapytam więc po raz kolejny.
Czy bierzesz sobie tę kobietę za żonę?
Bieber spojrzał mi głęboko w
oczy, a ja pokiwałam głową w górę i w dół, prawie niezauważalnie. Uśmiechnęłam
się. Wziął głęboki wdech i odwrócił wzrok na kapłana.
- Nie zasługuję na nią, ale nie
mógłbym spędzić ani jednej minuty bez niej. Muszę z nią być. Kocham ją bardziej
niż wszystko inne. Bez niej moje życie już dawno by się zakończyło. Dlatego
pragnę za nią wyjść.
Ksiądz wzdychał ciężko przez
całą wypowiedź Justina, aż w końcu zadał to pytanie po raz kolejny.
- Tak – szepnął Justin,
odwracając się do mnie.
W moim ciele i duszy pojawiły
się takie uczucia i emocje, jakich nigdy jeszcze nie miałam. Po policzku
spłynęła mi łezka i usłyszałam sakramentalną kwestię, zwróconą do mnie. Bez
wahania odpowiedziałam, że „Tak”. Kapłan pozwolił nam się pocałować. Tak też
zrobiliśmy. Justin objął mnie w pasie i wessał się w moje usta.
- Pani Bieber – usłyszałam za
plecami i poczułam lekkie stukanie w łopatki. Opuściłam Justina usta i się
odwróciłam.
- Mama! – krzyknęłam i wtuliłam
się w nią.
Ogólnie cała ceremonia była
fantastyczna, dokładnie taka jaką sobie wymarzyłam. Wszyscy płakali z
wzruszenia, potem na weselu jedliśmy, piliśmy, tańczyliśmy i nawet urządziliśmy
sobie karaoke. Po prostu zabawa do rana! Aż przebalowaliśmy całą noc poślubną…
Więc nie zrobiliśmy tego, czego się obawiałam.
********
Następnego dnia poszliśmy
załatwić sprawy papierkowe. Przy okazji udało nam się adoptować Marka. To teraz
nasz syn. Już od czterech miesięcy. Czasem moja mama lub Pattie się nim
zajmuje. Nie chcemy, żeby był sławny. Pragniemy dla niego normalnego
dzieciństwa. Takiego jakie my mieliśmy.
Uhm. Jeszcze musisz wiedzieć,
że.. jestem w ciąży! Trzeci miesiąc. Mój kochanek zaciążył mnie za pierwszym
razem. Mówiąc „kochanek” oczywiście mam na myśli mojego kochanego męża.
„Pani Bieber” – nie wiem jak
dla Ciebie, ale dla mnie brzmi to bardzo dumnie. Co najmniej jak „Królowa
Elżbieta Druga”.
********
Dobra, dobra. Wiem, że trochę
podła jestem, bo nie opowiedziałam jeszcze jak doszło do tego, że jestem w
ciąży. A dużo by opowiadać. Może jeszcze kiedyś się dowiesz :) Nie myśl, że
nie. Nie marudź, że nigdy. I pamiętaj.. NEVER SAY NEVER.
Serdecznie pozdrawiam
czytelników. A zwłaszcza moją Ósemeczkę i brata Dawida :P Mam nadzieję, że nie
było źle. Niedługo nowa historia.



Aw... Dziękuje ;*;*
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie na bloga http://when-u-smile-i-smile.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńjest dopiero 1 rozdział i za niedlugo dodam już następny :)
Buziaki ;*