Po przebudzeniu nie zobaczyłam
nic. Tylko smugę światła, wydostającą się przez dolną część drzwi z korytarza.
Wyciągnęłam się jak kot i przetarłam znużone oczy. Spojrzałam na siebie
zupełnie odruchowo i zobaczyłam, że mam na sobie jedynie długą koszulę nocną.
Obróciłam się, żeby sprawdzić czy chociaż Justin jest jakoś normalnie ubrany.
Nie było go na łóżku. Byłam sama. Spojrzałam na elektryczny zegarek, znajdujący
się na komodzie przy łóżku. 04:56. Zbyt wcześnie, żeby zwiedzać miasto. Zbyt
wcześnie na opuszczanie łóżka.
- Justin! – krzyknęłam, żeby
sprawdzić czy w ogóle jest w pokoju. Wstałam. Podeszłam do drzwi od łazienki.
Zapukałam. Nic. Cisza. Otworzyłam je. Pusto.
Nie wiedziałam, czy mam zacząć
panikować, czy może jednak wrócić do łóżka. To wszystko wydało mi się
podejrzane, ale równie dobrze przecież mógł tylko wyjść na korytarz.
Złapałam klucze od pokoju,
zamknęłam go, wkładając na stopy kapcie w kształcie małpek. Zupełnie nie
spostrzegłam, iż wciąż mam na sobie jedynie koszulę nocną w leniwce. Rozejrzałam
się wokół. Nie było żadnego śladu po nim. Zbiegłam po schodach na sam dół. Nic.
Kompletnie nic. Zero. Oddałam klucze do przechowania recepcjoniście i wyszłam z
hotelu. Trochę zimno było tej nocy, Szczególnie mi.
Na ulicach jak zawsze były
tłumy, zwłaszcza, że nocą jest chłodniej niż w dzień. A przecież większość
ludzi ma dosyć upałów. Tak, ludziom ciężko dogodzić. Jak jest zimno to chcą,
żeby było ciepło, a jak jest ciepło to chcą zimno. Cóż.. Taka już nasza natura.
Zaczęłam sobie nucić jakieś
entuzjastyczne piosenki, żeby nie myśleć pesymistycznie o tym, co mogło stać
się z Justinem. Wtedy potknęłam się o.. chodnik. Tak wiem, to śmieszne i
praktycznie niemożliwe. Jednakże ja się potknęłam. Jakaś krawędź kostki
brukowej, krzywo wstawiona. Nie wiem sama co to było. Leżąc na ziemi zaczęłam
myśleć logiczniej. Może poszedł do tego baru, w którym go widziałam wtedy w
kapturze i tym wszystkim? Kurwa! Nie mam pojęcia. Ale zobaczyć zawsze można,
prawda?
No więc udałam się do tej
knajpki, a tam co? „Nieczynne” – tak pisało na drzwiach. Zajebiście po prostu.
Fantastycznie! Takie coś to chyba tylko mi się może przydarzyć. Skierowałam się
w drogę powrotną, w razie gdyby Justin jednak postanowił wrócić do hotelu.
Jednakże przed samym wejściem coś mnie natchnęło. Zaczęłam rozmyślać o tym
chłopcu, którym opiekuje się Justin – Mark’u. Właśnie, właśnie. Może poszedł do
Mark’a? Chwila. Mark mieszka gdzieś niedaleko tego wodospadu, przy którym byłam
na początku wyprawy. Raz kozie śmierć! Poszłam tam. Po drodze zobaczyłam jakąś
parę, która chlapała w siebie wodą pod tym wodospadem. Wyglądało to uroczo.
Ale.. Przyjrzałam się bardziej. Co zobaczyłam? No a co mogłam zobaczyć?!
- Jamie?! – krzyknęłam,
wychodząc z krzaków i kierując się bliżej wodospadu. Owszem, to była Jamie. A
kim był chłopak, który z nią był? Imiennikiem Kutcher’a. Tak, Ashton. Kurwa, Ashton.
– Jamie, co wy tutaj robicie? – spytałam. Wydawałam się jakaś taka spokojna,
jakbym w ogóle się nie przejęła tym, co zobaczyłam.
- To nie tak jak myślisz –
powiedział Ashton i zaczął iść w moją stronę.
- Zamknij się! Nie rozmawiam z
tobą. To nigdy nie jest tak jak myślę.
- Ale.. Bo.. Moon.. To naprawdę
nie jest tak jak myślisz.. My tylko.. Ja tylko.. On tylko..
- Wy tylko przerabiacie grę
wstępną pod wodospadem! – wrzasnęłam i zaczęłam powstrzymywać łzy, które po raz
kolejny cisnęły mi się do oczu. Bo znów ktoś mnie zawiódł. I jak ja mam
normalnie żyć bez wsparcia i zaufania? Czuję jakby z dnia na dzień moje serce
było coraz bardziej łamane. W końcu będzie sobie żyła taka 40-letnia
desperatka, służbistka, która nie zdejmuje biurowego ubrania nawet do spania. I
czemu? Przez ludzi, którzy mnie otaczają. Dobra, może przesadzam. W końcu jest
wokół mnie całe mnóstwo ludzi, pełnych miłości i nadziei. Kurwa, co ja
pierdolę?! Widzę, że mam dobry humor, bo nawet mi jakieś pozytywne myśli do
głowy przychodzą. Zresztą chuj! Chuj z tym! Mam Justina, tak? Znaczy
teoretycznie.. Praktycznie to możliwe, że właśnie się jebie z jakąś laską. Ale
nie, on taki nie jest. W końcu nie naciska an to, żebyśmy TO już zrobili.
Zresztą nieważne. Ciągle mi do łba przychodzą jakieś czarne myśli. No i co ja
robię w takiej sytuacji? Mp4 + „Just Like Them”. Nie wiem, jakaś taka ta
piosenka nastrojowa. A że akurat Justina to już w ogóle zajebistość
zajebistości. Jednakże nie mogłam jej włączyć w danym momencie, bo ani nie
miałam odtwarzacza, ani humoru do tego. Dlatego chciałam podsumować wszystko i
wrócić do poszukiwań Justina. Cóż.. Nie żałuję tego co im wtedy powiedziałam.
- Jamie, kochanie.. – Podeszłam
do niej, do tej wody i złapałam ją za rękę. Woda sięgała nam do kolan. Obok
stał Ash. – Ja wiem, że ty chętnie dasz dupy temu.. – Puściłam jej rękę i
złapałam Ashtona za ramię. – Jebanemu chujowi, który jakby mógł to by cały
dzień oglądał pornosy. No i oczywiście.. Ashton, życzę ci szczęścia z tą kurwą,
która oddała się już wszystkim swoim klientom. Nie wiem czy wiesz, ale jest
barmanką, a jej bar zarabia najwięcej w całym Nowym Jorku tylko i wyłącznie za
to, że ta suka ma całodobowo otwartą pizdę. Serdecznie pozdrawiam i życzę
szczęścia na nowej drodze życia. Mnie już nigdy więcej nie zobaczycie, żegnam.
Szczerze? Nie miałam wtedy
większej weny. I doszłam do wniosku, że nie warto tracić na to czasu. Wyszłam z
wody i ruszyłam dalej. W stronę plaży. Chciałam tam pobyć sama. I porozmyślać
trochę. Nad wszystkim. I wszystkimi. I nad sobą. Moim życiem. I tak dalej..
A tam kolejna niespodzianka.
Justin! Nie zauważyłam nawet, jak wysoko na jego widok uniosły mi się kąciki
ust. Siedział przy samym brzegu ze zgiętymi w kolanach nogami, na których oparł
ręce. Grzebał w mokrym piasku jakimś patykiem, mimo, że woda i tak wszystko obmywała
i nie było nic widać.
Przyszedł na plażę bez butów. Nie miał ich na nogach ani
nie leżały obok na piachu. Zbliżyłam się do niego bardzo powoli, wsłuchując się
w znośne piski mew. Upuścił patyk i podniósł głowę. Zatrzymałam się. Spojrzał w
zachodzące słońce i przymrużył oczy. Podrapał się w kark i przejechał dłonią od
czoła do tyłu głowy, mierzwiąc we włosach. Wyprostował jedną nogę, po czym
oparł się łokciami o piasek za sobą. Zamknął oczy, a delikatny wiaterek
ostrożnie przemieszczał się między każdym jednym jego włosem. Znów ruszyłam w
jego stronę. Gdy za nim stałam odchylił głowę do tyłu i otworzył oczy,
uśmiechając się.
- Skąd wiedziałeś, że tu
jestem? – spytałam i usiadłam obok niego, a on śledził mnie wzrokiem.
- Myślę, że jeśli kogoś kochasz
to poznasz jego niebiański zapach nawet jeśli jest 80 metrów od ciebie.
Wyczułem także twój miętowy oddech. Z którym, przepraszam, ale muszę złączyć
mój.
Podniósł się z powrotem do
pozycji siedzącej i położył swoją delikatną dłoń na mym policzku. Zbliżył się
do mnie bardziej. Pod wpływem impulsu zamknęłam oczy i zbliżyłam moje wargi do
jego. W tym momencie jednocześnie chciało mi się płakać i uśmiechać. To było
jakieś takie niesamowite. I chciałam więcej. Ale przypomniałam sobie co się
stało, kiedy już miało do czegoś dojść.. Poza tym byliśmy na plaży. Tak więc
jedyne co pozostało to ułożenie się w jego ramionach i uśnięcie. Na rozgrzanym
piasku. Czując chłodne fale, obijające się o stopy. Kolejny dzień za mną.
Jakby dłużej się zastanowić
to.. każdy dzień mógłby się tak kończyć. Zachodem słońca. Morzem. Szczęściem.
Pocałunkiem. I wtuleniem się w ramiona Justina, które były jedynym miejscem na
Ziemi, w którym czułam się bezpiecznie. Już nic mi nie groziło. Byłam
całkowicie napełniona radością i świadomością, że jednak można się zakochać. I
to tak naprawdę. Nie oszukując wszystkich wokół. I nie oszukując siebie.
Tak zakończył się ten wieczór.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz