środa, 1 sierpnia 2012

Chapter 17.


„Puk, puk..” – usłyszeliśmy zza drzwi i przestaliśmy się całować. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, trzymając za ręce i uśmiechając.
- Justin.. – szepnęłam.
- Tak, skarbie? – Cmoknął mnie w policzek i posmyrał mój nos swoim noskiem.
- Chyba któreś z nas musi otworzyć drzwi. – Przejechałam grzbietem dłoni po jego ciepłym, zarumienionym policzku.
- A tak, masz rację. - Zerwał się i potrząsnął głową, jakby nasz pocałunek to był łyk mocnej wódki, po którym musiał się otrząsnąć, żeby wrażenia minęły. Puścił moje dłonie i podszedł do klamki. Nacisnął na nią i pociągnął do siebie.
- Tak?
- Mam dla państwa nowy kluczyk. Zajmą państwo apartament prezydencki na samej górze hotelu. Proszę.. – Wręczył mu klucz do ręki. – Aha, czek proszę przygotować, potem się po niego zjawię. I jakby państwo potrzebowali jakiejś pomocy z przeniesieniem bagaży to proszę powiedzieć.
- Uhm, dziękujemy. Do widzenia! – rzucił za nim i zatrzasnął drzwi. Ścisnął w dłonie kluczyki i spojrzał na mnie z niesamowitym uśmiechem.
- Kocham cię.. – szepnął i zaczął się bawić kluczami.
- Ja ciebie też. – Uśmiechnęłam się uroczo i usiadłam na swoim łóżku. Zaczęłam pakować rzeczy do walizki, zerkając co jakiś czas na Justina.
Pakowanie ciuchów i tego wszystkiego nie zajęło nam zbyt dużo czasu. Jakieś 20 minut. Wtedy zanieśliśmy je wszystkie na górę i postawiliśmy pod drzwiami. Justin wziął głęboki wdech i włożył klucz do zamka. Spojrzał na mnie i się zatrzymał.
- Coś nie tak?
- Nie, wszystko okej tylko.. Zastanawiam się jak wygląda ten apartament.
- Zobaczmy – odrzekłam i złapałam jego dłoń, którą trzymał przy zamku. Wspólnie przekręciliśmy kluczyk i naciskając klamkę otworzyliśmy drzwi.
Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to potężny żyrandol z jakichś drogocennych kryształów, wbudowany w sufit. Druga i jednocześnie najbardziej przeze mnie nieoczekiwana rzecz to.. wielkie czerwone łoże, w kształcie serca z mnóstwem poduszek i falbanami po bokach oraz baldachimem. 
Jeżeli baldachimem można nazwać przezroczystą, aksamitną tkaninę zwisającą wokół łóżka z sufitu. Otworzyłam szeroko oczy i rozchyliłam z niedowierzaniem usta, upuszczając na ziemię walizki, ledwo przeze mnie uniesione. Ściemniało się już trochę, więc nacisnęłam włącznik światła. Jednak spotkało mnie coś krępującego. Mianowicie po naciśnięciu przycisku ukazały nam się różnego koloru światła, krążące po całym pokoju i wolna, aczkolwiek seksowna muzyka. Szybko wcisnęłam guzik, żeby zaoszczędzić nam dziwności. Spojrzałam na Justina, a on na mnie i zamknął drzwi.
- Jak widzę.. Trochę inny ten apartament niż wszystkie.
- Tak, zwłaszcza, że nie ma okien. Ty! To dlatego tu tak ciemno.
- Nie, na dworze też już jest ciemno. A większość ludzi właśnie śpi.
- Serio? Yy.. Bo trochę się ogólnie pogubiłam w tym wszystkim. Która to już godzina?
- Jedenasta. W nocy. – Wyjął telefon z kieszeni i spojrzał na ekran. – Właściwie to północ prawie. – Uśmiechnął się i położył swoją walizę przy łóżku. Położył telefon na szafce nocnej i walnął się na łóżko wyczerpany. Zsunął sobie ze stóp klapki.
- Ale tu ciemno.
- Mam.. Zapalić światło? – spytałam. – Czy cokolwiek tu się zapala..
- Jakbyś mogła.. – szepnął i ziewnął sobie, przykrywając usta dłonią. Nacisnęłam ten przycisk przy drzwiach i położyłam się na łóżku, między Justina ręką, a jego klatką. Wtuliłam się i poczułam delikatny pocałunek w głowę.
- Nie uważasz, że dziwna ta muzyka trochę?
- Nie, nie dziwna. Chciałem ci powiedzieć, że akurat ten utwór, który teraz leci to moja piosenka.
- Ale że jak niby twoja?
- No ja ją napisałem. I ja ją wykonałem. Więc mogę powiedzieć chyba, że należy do mnie.
- Ahm.. – westchnęłam ciężko i zamknęłam zmęczone oczy.
Jaki seksowny głos, pomyślałam. Wówczas poczułam delikatny, chłodny dotyk na ramieniu. Poruszyłam się lekko i spojrzałam na górną część swojej ręki. Momentalnie Justin zabrał swoją dłoń.
- Przepraszam, nie chciałem tak.. Bezpośrednio jakoś. Naprawdę przepraszam.
- Ćś.. – Przyłożyłam mu palec do ust i spojrzałam w oczy. Złapałam subtelnie jego dłoń i położyłam na swojej klatce piersiowej.
- Czujesz moje serce? – spytałam, a Bieber przełknął ślinkę.
- Tak, czuję.
- Bije dla ciebie – uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w aksamitne usta. – I to się już nigdy nie zmieni.
- Przyrzekasz?
- Przyrzekam. I nawet mogę to przypieczętować..
- Oo, tak? Co masz na myśli, skarbie? – Zrobił słodki wyraz twarzy i zabrał dłoń z mojej klatki.
- To. – Położyłam dłonie na jego twarzy i wpiłam się w jego usta bez opamiętania. Usiadłam na nim w lekkim rozkroku i ułożyłam ręce na jego torsie.
- Chciałbyś? – spytałam niepewnie. – Jesteś na to gotowy? 
Pokiwał głową na tak i przygryzł dolną wargę, zlustrował mnie całą wzrokiem i położył dłonie na moich udach. Zaczęłam rozpinać powoli jego koszulę. Guzik po guziku. Wolno jakbym rozbrajała bombę. Jego oczy wpatrywały się w moje. Odsłoniłam jego opalony tors i położyłam na nim palce. Przejechałam nimi wzdłuż jego klatki piersiowej i umięśnionego brzucha, powracając do klatki piersiowej. Czułam bicie jego serca. Podobne do mojego – szybkie i zestresowane. Za wszelką cenę próbowałam się rozluźnić, chociaż ciężko mi było. Ciągle myślałam o tym, jak to wyjdzie. Bałam się, że coś zepsuję. A przecież to miał być nasz pierwszy raz. Oddanie komuś swojej cnoty nie jest takie łatwe. Trzeba mieć wiele zaufania i wsparcia u tej osoby, czuć się przy niej bezpiecznie. Musisz wiedzieć czy twój kochanek jest tego wart i musisz być gotowa na wszystko, co z tym związane.
Ja byłam. I czułam do niego wszystko, co powinnam była czuć, żeby zdecydować się na dalsze kroki.
- Współpracuj ze mną – poleciłam i zaczęłam go namiętnie całować, obijając naszyjnikiem o jego rozgrzane ciało. Uśmiechnął się i wjechał dłońmi na moje plecy. Złapał za zamek od sukienki i nie przestając mnie całować, pociągnął go szybko w dół. Dotknął krańców zapięcia i powoli zaczął zsuwać delikatną tkaninę z moich ramion. Odetchnęłam od jego ust i rozsiadłam się na nim wygodnie. Chciałam po prostu widzieć jego reakcję, kiedy już to ze mnie zdejmie. Spojrzał mi w oczy i oblizał usta instynktownie. Wystraszona, że nie spełnię jego oczekiwań, złapałam nerwowo za przód sukienki, zanim zdążył go ze mnie zsunąć.
- Coś nie tak, skarbie? – spytał troskliwie. Na jego twarzy zarysowało się zdziwienie. W końcu sama się o to prosiłam. A nagle jakby zmieniłam zdanie.
- Justin.. – szepnęłam z przerażeniem w oczach, nie puszczając sukni.
- Coś się stało? Zrobiłem coś nie tak jak powinienem? – Podparł się na łokciach, żeby się do mnie zbliżyć i odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy. Po raz kolejny nasze narządy wzroku się spotkały.
- Nie. Wszystko w porządku tylko.. – Spuściłam spojrzenie na dół, zupełnie odruchowo. – Boję się, że nie spodoba ci się to, co zobaczysz.. Że przestanę ci się wydawać atrakcyjna. I że ta cała magia wyparuje.
- Ale czemu tak myślisz? Przecież to tylko ciało. A ja zakochałem się w tobie, nie w tym jak wyglądasz.
Pogładził mnie po ramionach i się uśmiechnął, pokazując swoje śnieżnobiałe ząbki. Położył dłonie na mych udach. Przeszła mnie gęsia skórka.
- Jeżeli nie chcesz, nie musimy tego robić. Nie zrobię nic przeciwko tobie. – Poczułam subtelny dotyk, przesuwający się od kolan, wzdłuż ud i z powrotem. Zsunęłam się z jego ciała.
- Może to jeszcze po prostu nie czas na nas – westchnęłam.
Justin zaczął zapinać guziki od koszuli, a ja nadal trzymając przednią część sukni, wstałam i przeszłam się do włącznika światła.
- Szczerze wolę jak nic mnie nie kusi – powiedziałam i nacisnęłam ten przycisk. – Zaraz wrócę.
Złapałam za klamkę i usłyszałam jego głos za plecami.
- Poczekaj na mnie, nie chcę tu zostać sam.
- Czemu?
- Bo jest ciemno jak w bunkrze bez świateł.
- Boisz się?
- Po obejrzeniu 3 tysięcy horrorów.. TAK – zaznaczył i do mnie podbiegł.
- Trzeba było ich nie oglądać.
- Wiesz, normalni ludzie by się nie bali. Ale oczywiście ja muszę. Bo ja to jestem ja. Na złość sobie je oglądam. Lubię adrenalinę. I za każdym razem sobie wmawiam, że więcej ich nie obejrzę. A i tak oglądam. I oczywiście każdą noc po takim filmie muszę spędzić, kuląc się pod kołdrą jak ślimak i tuląc się do poduszek.
- Acha. Większość moich nocy wygląda tak samo.
- Ale teraz już nie będziesz musiała tulić się do poduszek.
- Czemu?
Bieber złapał mnie za rękę i pocałował w policzek.
- Teraz masz mnie.
Uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi. Na korytarzu świeciły tylko jakieś chińskie halogeny, umieszczone parę centymetrów nad podłogą. Złapałam Justina za rękę bardzo mocno i ciągnęłam go za sobą aż do recepcji. Wszędzie było pusto. Nacisnęłam dzwonek na blacie i usłyszałam, że ktoś się skrada. Był to recepcjonista.
- Coś nie tak, proszę pani? Nie podoba się państwu pokój?
- No właśnie.. Trochę nie za bardzo nam pasuje.
- W takim razie jedyne co państwu zostało to domki na plaży.
- Domki na plaży?
- Tak. Na prywatnej plaży naszego hotelu są domki dla gości. Podłoga jest zrobiona ze szkła i widać przez nią ryby, które pływają w wodzie. A całe domki ogólnie są zrobione trochę z wikliny, trochę z palm, trochę z bambusów. Osobiście sam już tam nocowałem i muszę przyznać, że całkiem miło się tam śpi. A, no i pomieszczą się tam nawet cztery osoby.
- Dobrze, może być. Cokolwiek. A czy ten domek jest stabilny? Nie zatoniemy? Nie zerwie się? Wiatr go nie uniesie?
- Proszę panią, te domki są już od kilkudziesięciu lat i stoją jak Mur Chiński. Twarde i niezniszczalne. Poza tym u nas nie ma burz, zawsze jest piękna pogoda. Nic się nie może stać.
- Okay. W takim razie bierzemy – powiedziałam stanowczo. Naprawdę nie miałam ochoty spędzić całej nocy w tym ciemnym pokoju.
- Chwileczkę. A mnie nie spytasz o zdanie? – wtrącił Justin, puszczając moją dłoń.
- A chcesz spać w tym pokoju?
- No w sumie to nie. Masz rację – zaśmiał się i podrapał w kark. Ziewnął, a ja poprosiłam recepcjonistę, żebyśmy z samego rana już wynieśli bagaże i wszystko z tego burdelskiego apartamentu.
Potem, wraz z Justinem, wróciłam na łóżko. Oboje byliśmy zmęczeni i bardzo szybko zasnęliśmy. W sumie nawet nie pamiętam co działo się na kilka minut przed snem. A rozmowę z recepcjonistą pamiętam do tej pory niemalże jak za mgłą. Jakby wcale się nie odbyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz