wtorek, 19 czerwca 2012

Chapter 16.


Po piętnastu minutach, spędzonych na przygotowywaniu sałatek, usłyszeliśmy pukanie.
- Ja otworzę – powiedział Harry i odłożył nóż oraz sałatę, którą właśnie kroił. Wyszedł z kuchni, a ja poszłam za nim. Za drzwiami stała Jamie. Była ubrana jak królik. Miała z tyłu jakiś ogonek, różowe szpilki i wyprostowane włosy, w których umieszczona była opaską z biało-różowymi uszami. I ja, i Harry otworzyliśmy szeroko oczy i zaniemówiliśmy.
- Obudziłam się w barze.. na stole. Wokół było mnóstwo facetów, zwymiotowałam i kazali mi spadać. W końcu znalazłam ten cholerny dom Ashtona. Muszę się szybko przebrać! – Wbiegła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi. Harry cały czas gapił się na jej tyłek.
- Jasne, już, zaraz ci coś przyniosę, a ty zdejmij uszy, ogon i te szpilki.
Pobiegłam szybko po schodach do garderoby Ashtona i zaczęłam szukać czegoś, co by mogła założyć. Wróciłam na dół z granatowymi spodniami i marynarką.
- Powinno być dobre, był w tym na studniówce – zaśmiałam się i podałam to jej. – Kurde, Harry, daj jej już spokój. Zaraz wyparuje jak będziesz w ten sposób na nią patrzył. – Uśmiechnęłam się, a Jamie pobiegła do łazienki.
- No.. Co tu dużo mówić.. Ma fajny tyłek, ale nie tak fajny jak ty. – Zaczął się złośliwie śmiać i klepnął mnie w tyłek.
- Ej! Nie wolno tak!
- Mi wszystko wolno. – Przymknął oczka i się wyszczerzył rozkosznie.
- Panie Harry, czy pan mnie podrywa? – uśmiechnęłam się i szturchnęłam go w ramię piąstką.
- Tak, za wszelką cenę – szepnął i spojrzał na podłogę.
- Ale ja już jestem zajęta.. – odmruknęłam. Złapał mnie zadziornie i wziął na ręce.
- A mnie to nie obchodzi, on na ciebie nie zasługuje.
- A ty zasługujesz? – spytałam, pomachałam nogami i złapałam się jego szyi, żeby nie spaść na ziemię. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Przerwała nam Jamie.
- O, już się przebrałaś! – krzyknęłam i zeskoczyłam z niego.
- Y.. Tak. A co tu się dzieje? Chcecie mi o czymś powiedzieć?
- Co? Nieee.. – pokręciłam głową i wróciłam do kuchni w celu dokończenia sałatki.
„..Baby, you light up my world like nobody else, the way that you flip your hair gets me overwelmed..”
Styles zaczął śpiewać What Makes You Beautiful, a ja żeby go przygłuszyć pobiegłam do salonu i puściłam Never Shout Never. Oblizałam palce od majonezu i poszłam do toalety je umyć. Po drodze do kuchni wyjęłam z komody trzy miseczki. Nałożyłam na nie te sałatki, Jamie umyła noże i deskę do krojenia, a Harry wyłączył muzykę w salonie i włączył telewizor, rozłożył wygodnie poduszki i czekał na nas. Podałam mu jedną mizkę, drugą Jamie, a trzecią sama wzięłam. Usiedliśmy na tej kanapie, Harry w środku, a my po bokach. Wtuliłyśmy się w niego, a on włączył komedię romantyczną z Hugh Grantem i Julią Roberts. Wyrwałam mu pilota z ręki i przełączyłam  na MTV Live HD. 
- Patrz, Ashton! – krzyknęła Jamie i przykleiła się do ekranu.
- Stara, faktycznie! – wrzasnęłam i wybiegłam z domu, żeby poszukać Ashtona. Skierowałam się do centrum miasta, zobaczyłam jakąś kamerę, więc za nią pobiegłam. Za rogiem odbywała się jakaś gala. Od razu zobaczyłam Ashtona i chciałam do niego podbiec, ale kiedy ruszyłam przed siebie ktoś mnie pociągnął do tyłu i zakrył mi usta dłonią. Upadłam do tyłu, ale zostałam złapana przez tą osobę w locie. Promienie słońca nie pozwalały mi dojrzeć kto to był. Dopiero po paru sekundach skapnęłam się, że to Justin. Milczałam i patrzyłam mu w oczy jak zaczarowana. Po chwili uniósł lekko kąciki ust, żeby się uśmiechnąć i postawił mnie do pionu. Nie potrafiłam nic z siebie wykrztusić. Nic. Ani słowa. Justin spuścił wzrok i przygryzł dolną wargę, a ja się w końcu opamiętałam.
- Yy.. Znalazłam Ashtona! – krzyknęłam.
- Tak, widzę – zaśmiał się.
- Czemu.. Czemu mnie zatrzymałeś?
- Właśnie udziela wywiadu, chyba nie chcesz mu przeszkadzać?
- A no tak, racja. – Uśmiechnęłam się lekko i nieśmiało i obróciłam w stronę Ashtona. Właśnie skończył wywiad i opuścił mikrofon. Podbiegł do mnie i cmoknął mnie w policzek.
- Cześć, kochanie. Przepraszam, że ci o tym nie powiedziałem, ale rano obudziłem się spóźniony, a was nigdzie nie było. Szybko wyjąłem jakieś ubrania z szafy z przedpokoju i przybiegłem tu. Gdzie wy byliście?
- No.. My.. W sensie.. Ja, Harry, Chaz i Niall?
- Jak to? A co oni tam.. A tak! Dzwoniłem do nich! Zapomniałem! Ale.. Jak.. Chcesz mi powiedzieć, że spaliście w jednym pokoju?
- Wiem, że to nieciekawie wygląda, ale.. Sam też pewnie nic nie pamiętałeś, prawda? A mówiłąm, żeby nie zażywać tych gówien!
- No przepraszam bardzo, królewno, ale to ty zaczęłaś.. – westchnął i spojrzał na Justina. Wcześnij jakby go nie zauważył. Bieber podrapał się w kark i widać po nim było, że czuł się nieswojo.
- Posłuchaj.. Chciałem..
- Chciałeś mi znowu powiedzieć, że nie powinienem być z Moon?
Spojrzałam na Justina zdziwiona, a Ashton objął mnie jedną ręką, jakby zaznaczał, że jestem jego własnością.
- Nie.. Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie.. Nie powinienem był..
- Jasne, jasne. Przepraszać to sobie możesz. Ja to mam w dupie. Głęboko, rozumiesz? Moonlight jest moja i powinienem z nią być. Wystarczająco długo się naczekałem, nie mogę teraz się z nią rozstać, rozumiesz? A twoje pieprzenie, że nie powinniśmy być razem jest naprawdę zbędne. Prawda, Moon? – zwrócił się do mnie, a ja się od niego odsunęłam.
- Kolejny raz mam odejść ze słuchawkami w uszach? Żartujecie sobie? Justin, nie wchodź z butami w moje życie. Chciałam być z Ashtonem i to moja sprawa, a nie twoja! Nie ingeruj w mój związek!
- Właśnie – dodał Quagmire.
- A ty co? Myślisz, że jesteś lepszy? Traktujesz mnie jak jakąś zabawkę! Nie jestem twoją własnością. I jak ci zależy tylko i wyłącznie na seksie to możesz sobie poczekać do końca życia, bo ode mnie na pewno nic nie dostaniesz.
Ashton wystawił rękę do mnie, żeby mnie złapać, ale zrobiłam unik i walnęłam go z otwartej. Momentalnie do oczu zaczęły mi napływać łzy i kumulować się tam jak kłębki waty cukrowej w wesołym miasteczku.
- Quagmire! Zaraz wchodzimy! – krzyknął kamerzysta. Ashton się odwrócił do niego, a ja w tym czasie ruszyłam w zupełnie inną stronę. Uciekłam od niego, nie chciałam go znać. Pobiegłam na plażę. Olałam wszystko. Ryczałam jak nienormalna. Nic się dla mnie nie liczyło. Wszystko straciło sens i jakiekolwiek znaczenie. Czułam się jednocześnie żałośnie i prymitywnie. Wiedziałam, że rozmazuje mi się tusz i że wyglądam okropnie. Upadłam za jakąś skałą na sam brzeg, gdzie docierały fale morza. Zaczęłam krzyczeć. Na szczęście w pobliżu nie było nikogo. Przynajmniej tak myślałam dopóki nie poczułam chłodnej dłoni na policzku. Z myślą, że to Ashton pobiegłam głębiej w wodę. Zanurzyłam się i wynurzyłam. Wyglądałam okropnie. Bynajmniej tak mi się wydawało. Tusz rozmazany, ciuchy mokre.. Kompletna beznadzieja. Schowałam twarz w dłonie i nie przestawałam płakać.
„Across the ocean, across the sea.. starting to forget the way you looked at me…”
„Don’t you worry, cuz everything’s gonna be alright, be alright..”
„For you I would walk a thousand miles..”
„You know that I care for you, I’ll always be there for you, promise I’ll stay right here..”
Już wiedziałam kto to był. Tylko jedna osoba byłaby w stanie śpiewać mi piosenkę „Be Alright” na pocieszenie. Tylko jedna osoba mogłaby mieć tak idealny i delikatny głos. Głos, przez który słyszałam drżenie strun głosowych. Drżenie, spowodowane strachem. Nie wiem czego Justin się bał, ale bał się na pewno. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Wtulił mnie w swoją klatkę piersiową i pocałował w głowę.  Nadał mi śpiewał tą magiczną piosenkę, a przestał dopiero wtedy, kiedy się delikatnie uśmiechnęłam. Podał mi chusteczkę, a ja się wytarłam.
- Ale ty ślicznie wyglądasz – zaśmiał się i zaczął mi wycierać rozmazany tusz.
- Bardzo śmieszne, no naprawdę, gratuluję humoru. – Zachichotałam uroczo i podniosłam się na duchu. Wyszłam z wody, ciągnąc za sobą Justina i poszłam z nim do naszego pokoju hotelowego.
- Co z resztą nieodnalezionych imprezowiczów? – spytał w końcu.
- Szczerze mnie to chuj obchodzi. Na pewno się znajdą. Ja mam swoje problemy teraz. Sarah, Jamie i Katie sobie poradzą beze mnie. Może spotkam się z nimi za tydzień. Teraz muszę odpocząć po tym, co przez nich przeżyłam. Chyba straciłam dziewictwo, i nawet nie wiem, z którym z nich.. Rzygam już wszystkim. Po prostu mi niedobrze od tego.. Muszę wziąć prysznic. Albo nie.. Lepiej się położę w wannie. Chcesz ze mną? Boże, co ja gadam, już z tej depresji nie panuję nad sobą..
- Ćś.. Poczekaj, czemu właściwie tak naskoczyłaś na Ashtona? Przecież..
- Justin, nie roztrząsajmy tego. Ashton to skurwiel. Od samego początku zależy mu tylko na jednym i chce tylko mnie zaliczyć. Nie ma co się oszukiwać. Jako przyszły mąż już dla mnie nie istnieje. A teraz przepraszam, ale idę do łazienki.
- Poczekaj, musisz wiedzieć, że zamek nie działa.
- Co? Jak? Co ty z nim robiłeś? – Zaczęłam się śmiać.
- Ja nic. Po prostu.. No nie wiem.. Dobra, jakoś źle przekręciłem i się zjebał. No nie moja wina no! – zaśmiał się i walnął na swoje łóżko.
- Dobra, nieważne – westchnęłam, ledwo opanowując śmiech. Wyjęłam z szafy jakąś czystą bieliznę i koronkową, białą sukienkę z krótkim rękawem i falbanami. 
Wzięłam klamrę do włosów i jakiś biały kwiatek oraz długie srebrne kolczyki. Zabrałam wszystko ze sobą do łazienki i zamknęłam drzwi. Napuściłam wody do wanny i się rozebrałam. Po tylu wrażeniach bardzo potrzebna mi była orzeźwiająca kąpiel. Szczerze mówiąc trochę mnie niepokoiły te niezamknięte na klucz drzwi. Ciągle mi się wydawało, że ktoś.. No dobra, Justin, wchodzi do środka i się na mnie patrzy jak idiota. Nie wiem, zawsze muszę mieć jakieś posrane myśli. Tak już mam.
- Moony, wszystko w porządku? – Usłyszałam zza drzwi głos i pukanie. Wystraszyłam się i aż podskoczyłam w tej wannie.
- Co? Tak! Tylko tu nie wchodź! – krzyknęłam.
Po chwili ciszy Justin zdecydował się odezwać i przełamać dziwną ciszę.
- Nie zamierzałem wchodzić. Chociaż wtedy bylibyśmy kwita, bo ty mnie nagiego już widziałaś.. – westchnął. Usłyszałam jak opiera się o drzwi. – Słuchaj.. Bo.. No jest tu pewien problem, bo dzwonił facet z recepcji i mówi, że jakiemuś klientowi, który ma pokój pod nami przecieka sufit.. No i widzę, że pod drzwiami też trochę przecieka. Dlatego się zmartwiłem czy jeszcze żyjesz. Lepiej zakręć już tą wodę.
Przestałam słuchać co mówił i szybko się rozejrzałam wokół. Na podłodze było wody do kostek, wszystko było mokre, nawet ręczniki, które położyłam na kafelkowych schodkach przed wanną. Prędko zakręciłam kurek i ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania. Otworzyłam pospiesznie drzwi i poślizgując się na mokrej podłodze wylądowałam znowu w rękach Justina, patrząc mu w oczy.
- Yy.. Przepraszam, przysnęłam trochę chyba. – Poprawiłam się do pionu i spojrzałam na kałuże wody, jakie po sobie zostawiłam w toalecie. Wtedy przyszedł ten cały facet z recepcji. Justin otworzył drzwi, a ja zaczęłam ogryzać paznokcie ze stresu.
- Nie jest aż tak źle jak myślałem.. Ale trzeba będzie za to wszystko zapłacić. No i oczywiście będą państwo musieli zmienić pokój – stwierdził wysoki mężczyzna i spojrzał na mnie. – To pani sprawka, prawda?
- Tak, niestety moja. – Wyjęłam palce z buzi i przyjęłam czek, który wypisał mi ten typ. Wyszedł z pokoju, a ja opadłam na łóżko z rozchylonymi ustami.
- Coś nie tak? – spytał Justin, siadając obok mnie.
- Spójrz.
Podałam mu świstek papieru z 5-cyfrową liczbą i opadłam do tyłu na łóżko. Leżałam tak na plecach z rękoma na twarzy aż usłyszałam, że Bieber coś do mnie mówi.
- Jeżeli to dla ciebie tak dużo to ja mogę zapłacić.
- Justin, po pierwsze.. No tak, to dużo, zwłaszcza, że rzuciłam pracę niedawno i jestem bezrobotną fotografką. Po drugie.. Nie możesz za mnie zapłacić, bo to moja wina. A po trzecie, ty już płacisz za noclegi w tym hotelu, więc nie przesadzaj z tą uprzejmością. Nie udawaj, że cię obchodzi co się ze mną dzieje, bo i tak sam dobrze wiesz, że jak skończy nam się urlop to ty ruszysz w trasę, a ja wrócę do domu i już nigdy się nie spotkamy.
- A więc tak widzisz naszą przyszłość?
- No.. Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak ‘nasza’ przyszłość. Jest moja i twoja, ale naszej nie ma. O czym sam dobrze wiesz. Co innego, gdybyśmy się kochali, ale tak nie jest. Dlatego nie możesz za mnie płacić. Po co masz tracić pieniądze na jakąś przypadkowo-napotkaną kobietę, która ma tylko ubrania i aparat. Nawet mieszkania już nie mam, bo moja gazeta się tym zajmowała, a jak już do niej nie należę to.. Cóż..
- Ale co ty w ogóle mówisz? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Pamiętasz w jakim stanie byłem zanim cię tak poznałem? Pamiętasz? Te podkrążone oczy, alkohol, papierosy i podcięte żyły. Moonlight.. – Złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy. – Zmieniłaś mnie i stałaś się najważniejszą częścią mojego życia, przywróciłaś mu blask i sprawiłaś, że wciąż chcę żyć. Chociażby dlatego, że mogę cię codziennie widywać. Bardzo bym chciał, żebyś zamieszkała ze mną w Californii.. Zwłaszcza, że nie masz mieszkania. Wiesz.. Dla mnie istnieje coś takiego jak ‘nasza przyszłość’. Ale musimy sami ją stworzyć, bo ona nie przyjdzie o własnych siłach.
Słuchałam uważnie jego słów i przypomniało mi się jak parę dni temu zareagował na wieść, że go kocham. Ta myśl zmieniła moje podejście.
- Justin, ja nie chcę z tobą mieszkać. Nie mogłabym, rozumiesz?
- Ale.. Kurwa, Moonlight! Robiłam wszystko, starałem się, pokazałem ci prawdziwego siebie, żebyś tylko mnie zostawiła, jak każda inna dziewczyna. A ty co? Czemu taka jesteś? Czemu polubiłaś moje wady? Czemu mnie nie zostawiłaś?!
- Chciałeś zostać sam?
- Nie. Nie chciałem zostać sam. Ale nie chciałem, żebyś mnie polubiła. Z jednej strony chcę, żebyś ze mną mieszkała i w ogóle, ale z drugiej.. Moon.. Ja.. Ja cię kocham. Ja cię kurwa kocham. I nie potrafię żyć w ten sposób.
- Czemu nie potrafisz? Przecież ja też cię kochałam. Mówiłam ci, ale nie chciałeś słuchać..
- Słońce, ja marzyłem, żebyś tylko to powiedziała. Wszystko się zmieniło kiedy to powiedziałaś.
- Jak to?
- Po prostu. Ja kocham ciebie, ty kochasz mnie. Proste. Tylko, że nie możemy być razem. To niemożliwe. Nierealne.
- Ale dlaczego?
- Ja pierdolę! – krzyknął i wstał z łóżka, puszczając moją dłoń. Zaczął się nerwowo kręcić w kółko, przygryzając dolną wargę. Myślał.
- Moon. Czy ty naprawdę tego nie rozumiesz?!
 - Ale czego? Mów jaśniej! Bo nie wiem o co ci chodzi. Coś ze mną nie tak?
- Nie, nie. Jesteś idealna. Jak ze snu.. Jak z jakiegoś zajebistego snu, w którym spełniają się wszystkie marzenia. Jesteś marzeniem, powodem, dla którego warto wstawać rano i witać nowy dzień. Jesteś jak miód na życie, lek na rany.. Jak.. No nie wiem jak co. Jesteś po prostu.. Nie wiem. Nie umiem tego określić. Zawładnęłaś moim życiem i zrobisz co chcesz. Ale.. No nie! Przecież.. Tobie ze mną będzie źle.
- Co? Czemu? Justin, przestań tak mówić. W czym problem do cholery?! – wrzasnęłam.
- W tym, że ja na ciebie nie zasługuję, rozumiesz? Nie mam ci nic do zaoferowania. Jestem nikim. Mam tylko kupę forsy, nic więcej. W każdej chwili mogę powrócić do sławy, do kariery i do wszystkiego tego, co kocham. Ale nie zrobię tego! Czemu?! Bo jestem bezwartościowym dupkiem! Ktoś taki jak ty nie może być ze mną! Po prostu nie może.. I tyle.
Opadł bezwładnie na swoje łóżko. Był zrezygnowany i miał całą czerwoną twarz. Jego nerwy powoli się uspokajały, kiedy ja milczałam. Obrócił się najpierw w stronę ściany, coś wymamrotał i znowu spojrzał na mnie. Położył dłoń na swoim brzuchu, a drugą złapał mnie za rękę.
- Ale to nieważne. Jakoś dam radę żyć ze świadomością, że mieszkam z dziewczyną, która jest moim marzeniem. Może i nie będziemy razem, ale przynajmniej będę cię miał przy sobie. – Uśmiechnął się smutno, a ja wyrwałam dłoń z jego uścisku.
- Justin! Jak ty do diabła możesz wgl pomyśleć, że nie masz nic do zaoferowania?! Jak? Nie wystarczy ci to, że cię kocham?! Nie wystarczy?! Czy moja miłość to tak mało? Czego chcesz więcej? Bo oprócz miłości nic ci nie dam. To ja nie mam nic więcej. A ty? Masz miłość, zaufanie, troskę i humor.. Wszystko, czego potrzebuję do życia. Możesz mi odebrać powietrze, ale nie siebie. Uważasz, że ja bym się dobrze czuła, wiedząc, że mam zamieszkać z chłopakiem, będącym spełnieniem moich marzeń i jednocześnie utrapieniem, bo myśląc, że na to nie zasługuje, odrzuca moją miłość? Nawet nie wiem czy dobrze gramatycznie brzmią moje zdania! I chuj mnie to teraz obchodzi! Coś ci nie pasuje w życiu?! To idź się zabij. Skocz! Ale wiedz, że ja skoczę za tobą i nawet się nie zawaham.
Wpatrywał się we mnie. Nie wytrzymywałam tego milczenia. Nie miałam pojęcia co sobie pomyślał o tym, co mu powiedziałam i nie wiedziałam czy w ogóle to, co powiedziałam miało jakiś sens. Podrapałam się po karku i wstałam. Skierowałam się w stronę kuchni, żeby nalać sobie coś do picia, w celu ochłonięcia. Ale usłyszałam skrzypienie łóżka. Bieber wstał. Zatrzymałam się w połowie drogi do lodówki z napojami i stałam tak jak nienormalna. Wnet poczułam na sobie oddech Justina. Był zimny i niespokojny. Przejechał od mojego karku aż do policzka. 
Zamknęłam oczy i poczułam jak mnie obejmuje. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, aż przeszły mnie okropne dreszcze. Rozchyliłam usta i zaczęłam oddychać tym samym powietrzem co on. Podniosłam lekko dłonie i oparłam je o jego tors. Nie chciałam się uśmiechnąć, tańczyć z radości ani płakać. Nie czułam niczego takiego chyba nigdy. Odchyliłam lekko powieki i spojrzałam na jego usta. Justin objął moją twarz dłońmi i spojrzał mi w oczy. Podniosłam wzrok i nasze zmysły spotkały się w jednym miejscu. Zetknęły się ze sobą. Powoli i delikatnie przechyliliśmy głowy, każde w inną stronę. Bardzo ostrożnie przysunął moją twarz bliżej swojej i z pewnego rodzaju troską musnął leciutko moje usta. Jakby całował motyla. Był niezwykle wrażliwy pod tym względem. Pogładził palcami moje policzki i uśmiechnął mi się w usta. Cmoknął je mocniej i chyba mu się spodobało, bo zaczął pogłębiać pocałunek, chichocząc jak małe dziecko, bawiące się nową zabawką. Opuścił ręce i zjechał nimi na swój tors, dotykając moich dłoni. Pociągnął je do góry i położył na swoich ramionach, żebym objęła jego szyję. Sam położył ręce na moich biodrach i zaczął mnie namiętnie całować. Tonęłam w jego ustach jak w Oceanie Miłości. Mogłam umrzeć. Czułam, że znalazłam to, czego szukałam całe życie. I odnalazłam nie tylko nową przyjemność z całowania, ale też kogoś, kto będzie się troszczyć o mnie tak mocno, jak ja o niego.
Raj. Eden. Kraina mlekiem i miodem płynąca. Oaza na pustyni. Sama nie wiem jak nazwać to uczucie. Tak jakoś.. Kiedy go całowałam poczułam coś więcej niż miłość. Jakby cały świat się zatrzymał i czekał aż skończymy darzyć się subtelnymi i rozkosznymi całusami.
Znalazłam szczęście i powód do życia. A ty? Jeśli tak, to nie bój się o niego walczyć. Inaczej nie masz po co żyć, prawda?

2 komentarze: