piątek, 15 czerwca 2012

Chapter 15.




- Moon, obudź się.. – Zaczęłam słyszeć jakieś szepty. – Moon, otwórz oczy.. – Szepty zmieniały się w normalne słowa. Wtedy poczułam jakieś szturchanie i obróciłam się na drugi bok. – Kurwa, Moon! – Ktoś się wydarł i czułam tylko, że spadam. Szybko wylądowałam, ale i tak bolało. Powoli otwierałam zamroczone oczy. Przeniosłam się do pozycji siedzącej i zaczęłam wycierać „śpioszki” dłonią. Wówczas ujrzałam Chaza. Siedział na łóżku, z którego spadłam i trzymał się za głowę, przykryty do pasa kołdrą. Rozglądałam się po całym pomieszczeniu i miałam wrażenie, że cała ziemia się trzęsie.. 
- Czy my kurwa żyjemy w Jurajskim Parku? – spytałam i wstałam leniwie. Spojrzałam na szafę. Była na niej.. błękitna koszula Ashtona. Ta sama, którą ja miałam na sobie. I.. nie miałam jej już na sobie..
- Ja pierdolę! Chaz! – wrzasnęłam i zakryłam się szybko jakimś kocem.
- Fajny tyłek – zaśmiał się.
- Ej, to nie jest śmieszne. Co tu się działo?
- Myślisz, że ja pamiętam? No proszę cię..
Chwycił RedBulla, stojącego na szafce obok łóżka i się napił. Otworzył szeroko oczy i potrząsnął głową, próbując się wybudzić z tego stanu.
Nagle pościel obok Chaza zaczęła się ruszać. Wystraszyłam się i owinęłam tym kocem jeszcze bardziej.
- Byłaś zajebista, Moonlight – usłyszeliśmy czyjś głos. Akcent był znajomy, głos też.. Ale nie wiedziałam do kogo należał. Chaz złapał powoli tą kołdrę i ją odkrył.
- O kurwa! – krzyknęłam i cofnęłam się dwa kroki do tyłu. To był.. Harry Styles. Nie wierzyłam własnym oczom. Podniósł się lekko, poprawił grzywkę i się do mnie uśmiechnął słodko. Złapałam się za buzię. Wówczas z łazienki obok tej sypialni wyszła kolejna osoba.. Kolejny chłopak. 
- Niall?! – wrzasnęłam  i zaczęłam przecierać oczy z niedowierzaniem.
- Hmm? – mruknął i czyścił zęby szczoteczką. Miał na sobie jedynie ręcznik.
- Ale.. jak? Co? Czemu? Kiedy? Yy.. – W głowie miałam nawał myśli. Nie kontaktowałam. Uklękłam na podłodze. Wszyscy trzej się do mnie zbliżyli bardziej. Harry złapał mnie za rękę. – Co ja zrobiłam? – spytałam ze strachem w oczach.
- Moon, my też nie pamiętamy co się wczoraj działo – zaczął Niall. - Właściwie to wczoraj i przedwczoraj. Czekaliśmy aż się przebudzisz. Ja wstałem parę godzin temu, Harry godzinę, a Chaz teraz. A jedyne co ja pamiętam to to, że dzwonił do mnie jakiś prezenter radiowy i zaprosił nas, cały zespół, do siebie na wywiad. Jak przyszliśmy tańczyłaś na stole w kuchni, wywijając stanikiem z piwem w ręku, Chaz krążył z prochami.. No też chcieliśmy spróbować. Weszliśmy do tej chaty i zostaliśmy..

- I spójrz na kalendarz w komórce. – Harry podał mi moją komórkę z półki. – Minęło jakieś 48 godzin od czasu kiedy wzięliśmy te prochy. Musiały być bardzo mocne.
- A widzieliście w ogóle Ashtona, Jesse albo kogoś z mojej ekipy?
- Nie. Nie wychodziliśmy z tej sypialni. Liama, Louisa i Zayna też nie ma. Jesteśmy w ciemnej dupie. I tyle! – podsumował Chaz.
Przez następne pięć minut licytowaliśmy się przekleństwami. Niall wreszcie poszedł do łazienki i przebrał się w jakieś ubrania Ashtona, które znaleźliśmy w jego szafie. Potem Harry się przebrał. Wyszedł z łazienki z jedną skarpetką. Zaczęłam się z niego śmiać.
- No co?
- Nic, nic. Jak wolisz to chodź w jednej.
- Co? Aa.. Gdzie jest druga? – Zaczął się śmiesznie kręcić w kółko. Podniosłam skarpetkę z podłogi i podeszłam z nią do niego, ściskając koc, będący moim jedynym okryciem. Styles się jedynie uśmiechnął i włożył brakującą część garderoby na stopę. Chaz wsunął na dupę jakieś rybaczki z szelkami z flagą Wielkiej Brytanii i luźną, czarną koszulkę z rażąco-pomarańczowym napisem „Hips don’t lie”. Nadeszła moja kolej na przebranie się. Wyjęłam z jego szafy białą koszulę od garnituru i czarne rurki z łańcuszkiem przy pasku. Plus musiałam wziąć jakieś jego bokserki. Nie mogłam przecież być bez bielizny. No bo.. No bez jaj!
- Idź się przebrać, a my pójdziemy ich poszukać na dół i na zewnątrz – powiedział Niall. Pokiwałam głową i weszłam do łazienki. Zamknęłam się na klucz, tak w razie czego, i wzięłam szybką kąpiel. Podeszłam do okna i zaczęłam wycierać włosy ręcznikiem. Włożyłam na siebie te bokserki, spodenki i koszulę. Była na mnie trochę za duża i brakowało ostatniego guzika, więc dziwnie to wyglądało. Założyłam ją w spodnie, żeby aż tak wieśniacko się nie prezentować. Wtedy zobaczyłam przez szybę znajoma kurtkę skórzaną. Z początku myślałam, że mam jakieś zwidy. Szybko wyleciałam z tej toalety, zapinając rozporek i zbiegłam po schodach, otworzyłam drzwi. Znowu się bałam. Obawiałam się, że właściciel kurtki skoczył z klifu. W końcu miał skłonności do samobójstw.
- Justin! – darłam ryja tak głośno, jak tylko się dało. Dobiegłam do samego brzegu i podniosłam z ziemi kurtkę. Spojrzałam w dół, ale nie zobaczyłam nic. Woda naturalnie obijała się o kamienny klif, omijając potężne i ostre skały. Nigdzie nie było ciała. Nic. Kompletna pustka. Pieniące się fale tak mocno uderzały o piaskową ścianę, że czułam na twarzy letnią bryzę. Wpadłam w płacz. Rozpaczliwy i głośny. Jakbym straciła coś najważniejszego, co napędzało mnie do życia. Zaczęłam szeptać jego imię w kółko. Opadłam kolanami na ziemię i okryłam się jego kurtką, nie przestając łkać. Nagle usłyszałam jego głos. Szeptał moje imię. Myślałam, że to znowu omamy. Wytarłam policzki od łez, wzięłam głęboki wdech, wstałam i cofnęłam się dwa kroki do tyłu. Włożyłam na siebie skórzane okrycie i chciałam się rozpędzić, żeby skoczyć. Chciałam zginąć tak jak on. Za niego. I za to co do niego czułam.
- Stój, Moony! – usłyszałam za plecami i poczułam chłodną dłoń na swoim nadgarstku. Złapała mnie w ostatniej chwili przed skokiem. Odwróciłam się prędko i spojrzałam na rozpromienioną twarz.
- Justin, ty.. Ale.. Myślałam.. – Przytknął mi palec do ust i się we mnie wtulił. – Spokojnie, wiem, że ci było zimno i musiałaś założyć tą kurtkę. Nie gniewam się..
Najpierw zastanawiałam się czemu udawał, że nie chciałam skoczyć, potem zastanawiałam się czy czuł moje piersi, kiedy się tak przytulał, a na końcu zaczęłam myśleć nad tym co on w ogóle tam robił. Musiałam go o to zapytać.
- Skąd ty się tu wziąłeś? Hm? – szepnęłam mu do ucha. Wyobraziłam sobie, że odpowiada, że wziął się tam z nieba, że przyleciał na białych skrzydłach, że jest aniołem i chce mnie zabrać do raju. Żałosne, że ktoś w moim wieku jeszcze może mieć takie myśli. Ale w gruncie rzeczy całe życie jesteśmy dziećmi i uczymy się, głównie na własnych błędach.
- Chciałem przeprosić Ashtona za tą bójkę i jakoś się z nim pogodzić. Ale przechodząc tędy zauważyłem jedynie ciebie w łóżku z Chazem, który podobno jest moim przyjacielem.
Co go właściwie interesowało to z kim ja sypiam?! Oczywiście była opcja, że wcale nie straciłam tego mojego diamentowego dziewictwa, no ale nie oszukujmy się.. Co mogła robić naga dziewczyna z co najmniej trzema nagimi chłopakami? I to takimi, a nie innymi!
- Jak to ‘podobno’?
- No.. Yy.. Nieważne. Zapomnij o tym. Przejęzyczyłem się.
- Dobra. Ale.. Posłuchaj, naprawdę nie wiem co tu się działo przez ostatnie 48 godzin.. Nie mam zielonego pojęcia. Nigdzie nie ma Jessego, jego dziewczyny..
- Demi.
- Co ‘Demi’?
- Tak ma na imię jego dziewczyna.
- A ty skąd to wiesz?
- Jestem z nim w fundacji, pamiętasz? – spojrzał na mnie śmiesznie i złapał mnie za dłoń.
- A, przepraszam, faktycznie. Nie wiem, coś ostatnio nie kojarzę. W ogóle jakaś jestem.. nienormalna. – Podrapałam się nerwowo po karku i wtuliłam bardziej w jego rękę, zaczęliśmy iść w stronę domu Ashtona.
- Owszem, jesteś nienormalna, ale w twoim wykonaniu to wyjątkowo słodkie – zaśmiał się. Mój Boże, jak mi się podobał jego uśmiech! Niemalże oszalałam. Chyba mi jajniki eksplodowały… Aż odwrócił wzrok w stronę drzwi i puścił moją dłoń. – Przepraszam, to niestosowne. Masz narzeczonego – westchnął i poszedł do środka.
- Jesse! Demi! Jesteście! Martwiliśmy się! – zaczął krzyczeć, wbiegłam tam i rzuciłam się szybko na szyję Jessemu.
- Matko, już myślałam, że coś wam się stało.. – obcałowywałam ich obojgu, aż się opanowałam. – Gdzie wy byliście do cholery?! – krzyknęłam.
- Gdzieś w krzakach kilometr stąd. A co z resztą ekipy? – zagadnęła Demi.
- Właśnie nie wiemy. Jest tak.. Chaz, Niall, Harry, ja, Justin, Jesse i ty.
- Jaki Niall? Jaki Harry? Ci z One Direction? – spytał Jesse.
- Tak. Więc.. Brakuje już tylko.. – Zrobiłam szybki rachunek w głowie. – Ośmiu osób. Boże! Nie wiemy gdzie jest osiem osób! Czuję się jak w Kac Vegas.
- Spokojnie, na dachu na pewno ich nie ma – powiedział Niall, który właśnie wparował po schodach z góry.
- W piwnicy też – dodał Harry, który wrócił z piwnicy.
- Y.. A gdzie Chaz – zapytałam i spojrzałam na wszystkich po kolei. – Nie no, bez jaj. Jego też nie ma? No proszę was.. My tu jesteśmy na wakacjach.. Wszyscy.. I na tych wakacjach pieprzonych, na obcej wyspie, nie znając języka tutejszego.. Ja pierdolę, zgubiliśmy dziewięć osób! Może oni mają takiego kaca, że nie wiedzą gdzie mają przyjść? A może się jeszcze nie przebudzili? A może nie żyją?! Jezu! Rany boskie! To okropne, czuję się jakby to była moja wina.. – westchnęłam i usiadłam na schodach, schowałam twarz w dłonie i oparłam się o ścianę.
- Spokojnie, nie panikujmy. Rozdzielmy się, musimy ich znaleźć, chociaż jakiś ślad.. Ja pójdę na północ, Jesse i Demi, wy pójdziecie na zachód, Chaz pójdzie na wschód, a Niall na południe. Okay?
- A co z nami? – spytał Harry.
- Ty lepiej zostań i jej pilnuj. Mogą wrócić do domu. Tylko się nią porządnie zaopiekuj i nie skrzywdź jej, bo cię zamorduję własnoręcznie jak jej chociaż włos z głowy spadnie – powiedział Justin.
- Jasne – zaśmiał się Styles.
- Ja nie żartuję. Nigdy nie żartuję.
- To czemu sam jej nie popilnujesz tu? – powiedział Harry i usiadł obok mnie na schodach. Opuściłam ręce i spojrzałam na Justina zaciekawiona odpowiedzi. On tylko pokręcił głową i wyszedł. Wszyscy poszli w jego ślady i udali się na poszukiwania zaginionych alkoholików i narkomanów <haha>. Styles spojrzał na mnie tym swoim ślicznym wzrokiem, a ja myślałam tylko nad tym, dlaczego Justin mnie z nim zostawił, zamiast samemu się mną zająć. I w końcu zrozumiałam.
- Dziwny koleś z tego Biebera. Taki trochę pedał..
Spojrzałam na Harry’ego jak na totalnego idiotę.
- I mówi to typ, który jest w zespole z czterema innymi chłopakami, ma fryzurę jakby mu na Himalajach ją wywiało i łapie innych za jaja? Okej, okej..
- Ej, nie jestem gejem!
- Tak samo jak i on.
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Po prostu wiem. I kurwa nie zadawajmy takich pytań.
- Jeszcze jedno.
- Jakie znowu?!
- Skoro nie jest gejem to czemu sam nie został w wielkiej, zajebistej chacie z taką dupą jak ty?
- Z czym, przepraszam bardzo?
- No.. Z taką dupą jak ty.
- Nazwałeś mnie dupą?
- Tak.
- Przepraszam, że spytam, ale.. Czy kojarzę ci się z odbytem? Bo jeśli tak to nie umiesz prawić komplementów.
Zaśmiał się uroczo.
- Nie, nie kojarzysz mi się z odbytem, śmieszna. Tak mówią chłopaki w moim wieku..
- Y.. No widocznie to kompletni debile. Nie próbuj być taki jak oni, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. Musisz być sobą i nie naśladować innych.
- Tak, masz rację. Ale czasem to trudne.
- Zaufaj mi, że nie – uśmiechnęłam się najszczerzej jak tylko mogłam i wstałam, wystawiłam do niego rękę. – Chodź, zjemy coś.
Nie zastanawiając się dłużej podał mi dłoń, a ja pomogłam mu wstać. Poszliśmy do kuchni, a ja zaczęłam żałować, że nie miałam przy sobie stroju kąpielowego i jakiegoś lodu, bo było tak gorąco, że z trudem wytrzymywałam w tym ubraniu. A przecież nie chciałam się przed nim rozbierać..

1 komentarz: