piątek, 20 stycznia 2012

Chapter 2.

Poszłam w stronę hotelu. W recepcji się dowiedziałam, że dziewczyny już wzięły klucz i poszły. Zaniosłam walizki i usiadłam na łóżku.
- Jesteś! – krzyknęły wszystkie trzy zgodnie. Zdjęłam słuchawki z uszu.
- Jestem, jestem.
Tu nastąpił zbiorowy uścisk. Ale musiałam zadzwonić do mojego Misia. Czyli do mojego przyszłego męża, czyli do Ashtona. Odebrała jakaś kobieta.
- Przepraszam, ale kim pani jest? Czemu pani odebrała telefon mojego Ashtona..?
- Jak to kim? Wiesz co.. Śmieszna jesteś. I w ogóle jakiego twojego? Przecież on jest mój. Co ty gadasz, wariatko? Idź się leczyć.
Rozłączyła się. Nie rozumiałam co się dzieje. Co to kurwa miało być?! Poczułam się jakbym była zdradzana. Wtedy zadzwoniła do mnie moja mama.
- Ślubu nie będzie! – walnęła prosto z mostu.
- Jak to? Mamo, zastanów się co ty mówisz.. – zaśmiałam się. – Niby czemu?
- Moonlight, córeczko.. Moony.. maleńka.. Muszę ci coś powiedzieć..
- Co? – poczułam się źle, mama nigdy tak do mnie nie mówiła. Wiedziałam, że coś się dzieje.
- Ashton to bydlę, to.. no nie ma innego wyrażenia na kogoś takiego jak on… Ashton jest skurwysynem.
- Mamo! Co ty pieprzysz? To mój przyszły mąż!
- Nie! Żadnego ślubu nie będzie! Nie krzycz na mnie i kurde słuchaj, bo muszę ci coś opowiedzieć! Poszłam do niego po te płyty, które miałam odebrać.. I gdy otworzył drzwi stał w samej pościeli i jakaś lafirynda stała za nim, półnaga. Rozumiesz, co do ciebie mówię? Dociera to do ciebie?!
- Ojej, no może.. – zaczęłam od niechcenia.
- Nie ma żadnego może. Powiedział mi, żebym ci nie mówiła. Rozumiesz to? On cię zdradzał z jakąś dziwką. I to tuż przed ślubem! Ogarnij się dziewczyno!
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. Wybiegłam na balkon. Zaczęłam płakać, zwinęłam się przy poręczy i ryczałam. Znienawidziłam wszystko. Dziewczyny do mnie podeszły i zaczęły pocieszać. Wiedziały o wszystkim. Ja pierdolę, nic mnie już nie obchodziło. Odepchnęłam je od siebie, wzięłam aparat, płytę Titanic i swój telefon. Zamknęłam się w łazience. Przez płacz nie słyszałam dobiegających zza drzwi krzyków i żalów. Chwyciłam płytę i zaczęłam ją łamać. Jednak prawdziwa miłość już nie istnieje na tym zepsutym świecie. W końcu to do mnie dotarło. Usiadłam na wannie i chciałam usunąć jego numer z kontaktów w telefonie, ale co jak on do mnie zadzwoni? Odbiorę.. A nie chcę z nim gadać. Zapisałam go teraz jako: „Największy skurwiel świata” i schowałam telefon do kieszeni. Wyjęłam aparat z torby i zaczęłam usuwać wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Przez przypadek usunęłam jeszcze zdjęcie Pattie. I natknęłam się na zdjęcie Justina. Nie mogłam tego zrobić, nie mogłam napisać tego artykułu, po tym co ujrzałam w jego oczach. Zadzwoniłam do szefa.
- Wypierdalasz z mojego życia! Ta jebana praca też! Zwalniam się! Nie będę już więcej kłamać i niszczyć życia porządnym ludziom. Game Over – krzyknęłam.
Milczał, rozłączyłam się. Mam już to z głowy. Wywaliłam połamaną płytę do kubła i wzięłam aparat oraz telefon. Wyszłam z łazienki i przetarłam łzy.
- Jak się czujesz, kochanie? – spytała Jamie z troską.
- Do dupy, ale dzięki za troskę – powiedziałam i przytuliłam się do niej. Katie i Sarah milczały, siedząc na kanapie. Przestałam już płakać. Postanowiłam żyć dalej. Byłam zmęczona całym dniem już.
- Może pójdziesz z nami na imprezę do Chestera? – spytała Katie.
- Nie, nie mam zamiaru. Idźcie same. Nie będę wam psuć nocy, zabawcie się. Ja tu zostanę i przemyślę parę spraw.. – uśmiechnęłam się sztucznie. Dopiero teraz zauważyłam, że były wystrojone.
- Bawcie się dobrze.. – zapewniłam je, że dam sobie radę i puściłam na imprezę, zostałam sama. Zgasiłam światło i położyłam się na swoje łóżko. Zobaczyłam, że aparat jest wciąż włączony. Canon 5d.. świetny aparat, tak na marginesie. Spojrzałam na ekran. Zdjęcie Justina Biebera. Wzięłam aparat do ręki i podciągnęłam się lekko na łóżku. Uśmiechnęłam się do siebie i przybliżyłam to zdjęcie. Zaczęłam się temu przyglądać uważnie, od góry, do dołu. Przybliżyłam jeszcze bardziej. Zobaczyłam czerwone, pocięte rany na jego nadgarstku. Czyżby.. się ciął? Nie no.. w tym wieku. 24 lata to jednak coś. Chociaż.. Ja sama miałam teraz ochotę to zrobić. Ale..
Wiedziałam, że dziewczyny mi nie pomogą. Nie wiedzą co to znaczy cierpieć. Może.. Nie, to głupie.. Może on wie co to znaczy cierpieć..
Szybko założyłam czapkę i baletki i zamknęłam drzwi od pokoju, dobrze, że one wzięły drugi klucz. Wybiegłam szybko z hotelu. Spojrzałam na zegarek: „Się mi kurwa zachciało biegać po mieście o północy!” – pomyślałam. Sama siebie nie rozumiałam, dlaczego wybiegłam z hotelu, żeby znaleźć kogoś, komu niszczyłam życie.. Biegałam praktycznie wszędzie, ale nigdzie go nie było. Dobiegała już trzecia godzina. Miałam dosyć biegania po mieście. Było już całkiem pusto na ulicach, trochę zaczął padać deszcz. Zdjęłam buty ze stóp i niosąc je w ręce, cała mokra, weszłam do pub’u. Były tam w sumie tylko dwie osoby. Jedna to jakiś klient siedzący pod ścianą w samym rogu, w kapturze i pijący kieliszki wódki. Nie zwracałam specjalnie uwagi na niego. No, a drugi to barman, do którego podeszłam. Usiadłam przy barze i poprosiłam o coś mocnego. Rzuciłam buty na podłogę.
- Nowa? – spytał.                                  
- Proszę?
- Pytam czy jest pani nowa w mieście. Nie widziałem pani wcześniej..
- A, tak, tak. Jestem jakby nowa. Właściwie to przyjechałam tu na odpoczynek. Zwolniłam się z pracy.. – uśmiechnęłam się lekko i zanurzyłam wargi w kieliszku.
- Nie chciałbym być wścibski, ale czym się pani zajmowała? Była pani modelką? A może aktorką.. W każdym razie na pewno jakąś celebrytką.. – zaśmiał się.
- Że co? Niby ja? Na modelkę? Bez przesady. Nie jestem zbyt idealna do tego. Aktorką też nie jestem i nigdy nie byłam, a już na pewno nie celebrytką.
- O, przepraszam. Po prostu jest pani tak niebiańsko piękna, że myślałem.. No nieważne – uśmiechnął się i nalał mi kolejne kieliszki, o które prosiłam. Tak, wódki. Abstynentką to ja nie jestem, kiedy mam problemy.
Śledziłam wzrokiem każdy punkt w sali, każde odbicie w kuflu piwa, każdą butelkę z Tonic’iem.. Mój wzrok zatrzymał się na czarnej postaci w końcu sali. Miała ona kaptur na głowie, który swym cieniem zakrywał oczy, więc ich nie widziałam. Ale czułam, czułam, że ta postać mnie obserwuje. Po prostu czułam, że ta osoba na mnie uważnie patrzy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz