- Ehh.. - westchnęłam po raz kolejny. No bo do czego to wszystko prowadzi? Siedzę sobie przy biurku i całe dnie męczę się, pisząc o jakimś debilu.. że niby on jest cudowny, a ja nawet go nie znam. Raz poszłam na jego koncert i zrobiłam mu awanturę za sceną. Kiedyś przypatrzyłam się jak całował się z dwoma dziewczynami. Żadna z nich nie wiedziała, że jest zdradzana. O to byłam wściekła. One myślały, że są jedyne i że je kocha, a ten skurwiel je zdradzał. Zrobiłam mu niezła zajadkę, ale on już chyba o mnie zapomniał. Byłam tylko kolejną antyfanką. Dlatego dość! Kurwa dość! Ile ja mam lat, żeby pracować w jakiejś kretyńskiej gazecie dla nastolatek? Siedemnaście?! No właśnie nie za bardzo.. Mając 24 lata muszę się wziąć za swoje życie. Muszę znaleźć nową pracę. Wszystkie drzwi otwarte dla mnie.. W końcu mam wysokie wykształcenie, znam kilka języków, oczywiście nie chwaląc się.. No i ogólnie mam wszystko to, co potrzebne na szczycie.
Tylko jest jeden problem.. Jeden cholerny problem.. Dobrze tu zarabiam.. Co jeżeli znajdę pracę, która mi się nie będzie opłacała kompletnie?.. Oj, nie wiem, nie wiem czy nie będę żałowała.. Muszę tu jeszcze wytrzymać. Ostatni dzień. Może jutro się na to zdecyduję. Dzisiaj jeszcze tylko te parę zdjęć i artykuł…
Boże, boję się latać samolotami. Ale czasem trzeba się poświęcić, żeby móc pracować.
- Rany boskie! Co to?! – krzyknęłam, bo poczułam wibracje w kieszeni. To telefon.. chyba nie myśleliście, że.. Nie, nie.. to absurdalne. Wyjęłam go z kieszeni. „Pojebol” – taki napis zobaczyłam.. To mój szef. Jak widać, nazwisko adekwatne do człowieka. I teraz pojawia się moje codzienne pytanie: „Odebrać czy nie?” W sumie dzisiaj nie mam czego się bać, bo planuję rzucić tę robotę. Powoli złapałam za klapkę od telefonu, szybko ją odchyliłam i przyłożyłam telefon do ucha. Zatkałam nos ręką.
- Abonent poza zasięgiem.. – zaczęłam. Tak, wiem. Jestem tchórzem, ale.. Ale boję się mojego szefa. Serio.
- Wiem, że odebrałaś, nie udawaj. Masz już nowe materiały? Te do nowego numeru? – spytał, zmarszczyłam nosek i założyłam nogę na nogę.
- Nie, nie mam jeszcze. Dopiero samolotem lecę..
- Co? Czy to jakiś żart? – zaczął się śmiać.
- Nie. Przecież kurwa samolot miałam dopiero godzinę temu, to muszę jakoś dolecieć tam, no nie? I proszę do mnie nie mówić per „ty”, bo ja nie jestem pana koleżanką.
Zamilczał, rozłączył się. Schowałam telefon do torebki i włączyłam sobie swojego fioletowego iPoda, założyłam na głowę słuchawki nauszne MonsterBeats by Dr Dre.. też fioletowe. Włączyłam sobie O.N.A. – Kiedy Powiem Sobie Dość i odpłynęłam na tym fotelu. Dobrze, że znam polski.. Gorzej by było jakbym nie wiedziała o czym jest ta piosenka. Nie zdążyłam zbyt dobrze spuścić się w ten klimat, kiedy zadzwonił mój telefon po raz kolejny. Zsunęłam słuchawki na kark i wyjęłam telefon. „Misiek ;*” dzwonił. Musiałam odebrać.
- Jak się czuje moje Toffee? – uśmiechnęłam się, gdy usłyszałam jego głos. Od tygodnia się już nie widzieliśmy.
- Teraz już dobrze, karmelku.. Wiesz.. Strasznie za tobą tęsknię…
- Oj, wiem, wiem. Ja za tobą też. Ale to ostatni dzień męki, prawda?
- Tak, kochanie..
- Oglądałaś już ten film na tej płycie na odtwarzaczu, przez odtwarzacz.. yy.. DVD, ze słuchawkami, które ci dałem?
Zaśmiałam się. Uwielbiałam jak plątał wyrazy.
- Nie. Nie oglądałam. A jaki film mi zostawiłeś?
- Zobaczysz – zamilkł na chwilę. – O, skarbie muszę lecieć. Powodzenia. Kocham Cię..
- No, pa, pa, pa, pa.. – przeciągałam. – Też cię kocham.
Rozłączyliśmy się. Schowałam telefon do torebki i wyjęłam przenośny odtwarzacz. Włączyłam go. Podłączyłam słuchawki. Play. Film się zaczął. Od razu wiedziałam jaki tytuł. TITANIC. Ahh.. Kocham ten film. Udowadnia, że prawdziwa miłość jednak istnieje na tym zepsutym świecie.
Dzięki tej rozrywce lot minął mi szybciej. W końcu wylądowałam. Uhh.. Gorąco tu. Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z samolotu. Skierowałam się do najbliższego Starbucks’a. Wzięłam Latte i truskawkowego muffinka. Musiałam poczekać na moją paczkę. Leciały drugim samolotem, bo w tym już nie było miejsca. No, ale okej. To było nieważne, bo otrzymałam wiadomość, że ‘on’ już jest w okolicy. Mam porobić parę zdjęć jak chodzi z mamą po sklepach i tyle. No to idę zrobić te zdjęcia. Wysłałam sms’a dziewczynom, żeby pojechały taksówką od razu do hotelu, bo ja muszę się zająć artykułem.
Dotarłam w końcu do sklepu. Pattie Malette widziałam. Ale jego nie.. Ona szukała czegoś w sklepie typu Empik.. jakiejś książki czy czegoś. Musiałam się odprężyć, bo usłyszałam piski jego fanek. Wiedziałam, że jest gdzieś niedaleko. Zaczęłam rzuć gumę miętową i się nią bawić. Założyłam na uszy słuchawki moje ukochane, puściłam sobie Kobra feat. Ramona23, Paluch i My-Key – Gin & Tonic i ruszyłam w stronę krzyczących dziewczyn. W końcu go zobaczyłam. Kilka zdjęć i schowałam aparat. Stałam tuż przed nim. Ochroniarze odsuwali te wszystkie Belieberki, spojrzeli na mnie. Stał tuż przede mną. Nie przesunęli mnie. Kenny mnie pamiętał. Stałam nieruchomo, ze słuchawkami na uszach. Muzyka na moim iPodzie się przełączyła na Demi Lovato – Skyscraper. Patrzyłam na niego. Miał pochyloną głowę, chciał iść do przodu. Kiedy ich tak zatrzymałam, kierowali się do wyjścia. Patricia czekała na niego w aucie z tego co widziałam. Był jakiś taki przygnębiony. Masakra normalnie. Jeszcze ta muzyka w słuchawkach.. Podniósł głowę spod czapki i spojrzał mi w oczy. Wyglądał jeszcze bardziej smutno. Jego oczy były sine od płaczu, a policzki całe mokre od łez. Chyba nie chciał, żeby ktokolwiek go widział w tym stanie. Chyba dlatego chował się pod czapką i kapturem. Boże, nienawidzę jak ktoś płacze. Stałam tak i nie wiedziałam kompletnie co zrobić. Patrzył mi tak głęboko w oczy, że przesunęłam się na bok. Spuścił znowu głowę, a ja spojrzałam na Kenny’ego. Coś mnie kusiło, żeby wyjąć aparat z torby i zrobić mu zdjęcie. Jakby diabeł chciał, żebym napisała coś o tym, w jakim okropnym stanie był Justin. Ale ja przecież nie chciałam już tej pracy. Praca takiego plotkarskiego dziennikarza jest do dupy. Zniszczyłam już życie tylu gwiazdom.. które kiedyś były normalne. Byłam jebanym paparazzi. Kenny patrzył na mnie z taką miną: „Nie rób zdjęć”. Ledwo się powstrzymywałam od tego. W końcu wyszli. Szłam za nimi. Wsiedli do auta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz