- Czy my kurwa żyjemy w
Jurajskim Parku? – spytałam i wstałam leniwie. Spojrzałam na szafę. Była na
niej.. błękitna koszula Ashtona. Ta sama, którą ja miałam na sobie. I.. nie
miałam jej już na sobie..
- Ja pierdolę! Chaz! –
wrzasnęłam i zakryłam się szybko jakimś kocem.
- Fajny tyłek – zaśmiał się.
- Ej, to nie jest śmieszne. Co
tu się działo?
- Myślisz, że ja pamiętam? No
proszę cię..
Chwycił RedBulla, stojącego na
szafce obok łóżka i się napił. Otworzył szeroko oczy i potrząsnął głową,
próbując się wybudzić z tego stanu.
Nagle pościel obok Chaza
zaczęła się ruszać. Wystraszyłam się i owinęłam tym kocem jeszcze bardziej.
- Byłaś zajebista, Moonlight –
usłyszeliśmy czyjś głos. Akcent był znajomy, głos też.. Ale nie wiedziałam do
kogo należał. Chaz złapał powoli tą kołdrę i ją odkrył.
- O kurwa! – krzyknęłam i
cofnęłam się dwa kroki do tyłu. To był.. Harry Styles. Nie wierzyłam własnym
oczom. Podniósł się lekko, poprawił grzywkę i się do mnie uśmiechnął słodko.
Złapałam się za buzię. Wówczas z łazienki obok tej sypialni wyszła kolejna
osoba.. Kolejny chłopak.
- Niall?! – wrzasnęłam i zaczęłam przecierać oczy z niedowierzaniem.
- Hmm? – mruknął i czyścił zęby
szczoteczką. Miał na sobie jedynie ręcznik.
- Ale.. jak? Co? Czemu? Kiedy?
Yy.. – W głowie miałam nawał myśli. Nie kontaktowałam. Uklękłam na podłodze.
Wszyscy trzej się do mnie zbliżyli bardziej. Harry złapał mnie za rękę. – Co ja
zrobiłam? – spytałam ze strachem w oczach.
- Moon, my też nie pamiętamy co
się wczoraj działo – zaczął Niall. - Właściwie to wczoraj i przedwczoraj.
Czekaliśmy aż się przebudzisz. Ja wstałem parę godzin temu, Harry godzinę, a
Chaz teraz. A jedyne co ja pamiętam to to, że dzwonił do mnie jakiś prezenter
radiowy i zaprosił nas, cały zespół, do siebie na wywiad. Jak przyszliśmy
tańczyłaś na stole w kuchni, wywijając stanikiem z piwem w ręku, Chaz krążył z
prochami.. No też chcieliśmy spróbować. Weszliśmy do tej chaty i zostaliśmy..
- I spójrz na kalendarz w
komórce. – Harry podał mi moją komórkę z półki. – Minęło jakieś 48 godzin od
czasu kiedy wzięliśmy te prochy. Musiały być bardzo mocne.
- A widzieliście w ogóle
Ashtona, Jesse albo kogoś z mojej ekipy?
- Nie. Nie wychodziliśmy z tej
sypialni. Liama, Louisa i Zayna też nie ma. Jesteśmy w ciemnej dupie. I tyle! –
podsumował Chaz.
Przez następne pięć minut
licytowaliśmy się przekleństwami. Niall wreszcie poszedł do łazienki i przebrał
się w jakieś ubrania Ashtona, które znaleźliśmy w jego szafie. Potem Harry się
przebrał. Wyszedł z łazienki z jedną skarpetką. Zaczęłam się z niego śmiać.
- No co?
- Nic, nic. Jak wolisz to chodź
w jednej.
- Co? Aa.. Gdzie jest druga? –
Zaczął się śmiesznie kręcić w kółko. Podniosłam skarpetkę z podłogi i podeszłam
z nią do niego, ściskając koc, będący moim jedynym okryciem. Styles się jedynie
uśmiechnął i włożył brakującą część garderoby na stopę. Chaz wsunął na dupę
jakieś rybaczki z szelkami z flagą Wielkiej Brytanii i luźną, czarną koszulkę z
rażąco-pomarańczowym napisem „Hips don’t lie”. Nadeszła moja kolej na
przebranie się. Wyjęłam z jego szafy białą koszulę od garnituru i czarne rurki
z łańcuszkiem przy pasku. Plus musiałam wziąć jakieś jego bokserki. Nie mogłam
przecież być bez bielizny. No bo.. No bez jaj!
- Idź się przebrać, a my
pójdziemy ich poszukać na dół i na zewnątrz – powiedział Niall. Pokiwałam głową
i weszłam do łazienki. Zamknęłam się na klucz, tak w razie czego, i wzięłam
szybką kąpiel. Podeszłam do okna i zaczęłam wycierać włosy ręcznikiem. Włożyłam
na siebie te bokserki, spodenki i koszulę. Była na mnie trochę za duża i
brakowało ostatniego guzika, więc dziwnie to wyglądało. Założyłam ją w spodnie,
żeby aż tak wieśniacko się nie prezentować. Wtedy zobaczyłam przez szybę
znajoma kurtkę skórzaną. Z początku myślałam, że mam jakieś zwidy. Szybko
wyleciałam z tej toalety, zapinając rozporek i zbiegłam po schodach, otworzyłam
drzwi. Znowu się bałam. Obawiałam się, że właściciel kurtki skoczył z klifu. W
końcu miał skłonności do samobójstw.
- Justin! – darłam ryja tak
głośno, jak tylko się dało. Dobiegłam do samego brzegu i podniosłam z ziemi
kurtkę. Spojrzałam w dół, ale nie zobaczyłam nic. Woda naturalnie obijała się o
kamienny klif, omijając potężne i ostre skały. Nigdzie nie było ciała. Nic.
Kompletna pustka. Pieniące się fale tak mocno uderzały o piaskową ścianę, że
czułam na twarzy letnią bryzę. Wpadłam w płacz. Rozpaczliwy i głośny. Jakbym
straciła coś najważniejszego, co napędzało mnie do życia. Zaczęłam szeptać jego
imię w kółko. Opadłam kolanami na ziemię i okryłam się jego kurtką, nie
przestając łkać. Nagle usłyszałam jego głos. Szeptał moje imię. Myślałam, że to
znowu omamy. Wytarłam policzki od łez, wzięłam głęboki wdech, wstałam i
cofnęłam się dwa kroki do tyłu. Włożyłam na siebie skórzane okrycie i chciałam
się rozpędzić, żeby skoczyć. Chciałam zginąć tak jak on. Za niego. I za to co
do niego czułam.
- Stój, Moony! – usłyszałam za
plecami i poczułam chłodną dłoń na swoim nadgarstku. Złapała mnie w ostatniej
chwili przed skokiem. Odwróciłam się prędko i spojrzałam na rozpromienioną
twarz.
- Justin, ty.. Ale.. Myślałam..
– Przytknął mi palec do ust i się we mnie wtulił. – Spokojnie, wiem, że ci było
zimno i musiałaś założyć tą kurtkę. Nie gniewam się..
Najpierw zastanawiałam się
czemu udawał, że nie chciałam skoczyć, potem zastanawiałam się czy czuł moje
piersi, kiedy się tak przytulał, a na końcu zaczęłam myśleć nad tym co on w
ogóle tam robił. Musiałam go o to zapytać.
- Skąd ty się tu wziąłeś? Hm? –
szepnęłam mu do ucha. Wyobraziłam sobie, że odpowiada, że wziął się tam z
nieba, że przyleciał na białych skrzydłach, że jest aniołem i chce mnie zabrać
do raju. Żałosne, że ktoś w moim wieku jeszcze może mieć takie myśli. Ale w
gruncie rzeczy całe życie jesteśmy dziećmi i uczymy się, głównie na własnych
błędach.
- Chciałem przeprosić Ashtona
za tą bójkę i jakoś się z nim pogodzić. Ale przechodząc tędy zauważyłem jedynie
ciebie w łóżku z Chazem, który podobno jest moim przyjacielem.
Co go właściwie interesowało to
z kim ja sypiam?! Oczywiście była opcja, że wcale nie straciłam tego mojego
diamentowego dziewictwa, no ale nie oszukujmy się.. Co mogła robić naga
dziewczyna z co najmniej trzema nagimi chłopakami? I to takimi, a nie innymi!
- Jak to ‘podobno’?
- No.. Yy.. Nieważne. Zapomnij
o tym. Przejęzyczyłem się.
- Dobra. Ale.. Posłuchaj,
naprawdę nie wiem co tu się działo przez ostatnie 48 godzin.. Nie mam zielonego
pojęcia. Nigdzie nie ma Jessego, jego dziewczyny..
- Demi.
- Co ‘Demi’?
- Tak ma na imię jego
dziewczyna.
- A ty skąd to wiesz?
- Jestem z nim w fundacji,
pamiętasz? – spojrzał na mnie śmiesznie i złapał mnie za dłoń.
- A, przepraszam, faktycznie.
Nie wiem, coś ostatnio nie kojarzę. W ogóle jakaś jestem.. nienormalna. –
Podrapałam się nerwowo po karku i wtuliłam bardziej w jego rękę, zaczęliśmy iść
w stronę domu Ashtona.
- Owszem, jesteś nienormalna,
ale w twoim wykonaniu to wyjątkowo słodkie – zaśmiał się. Mój Boże, jak mi się
podobał jego uśmiech! Niemalże oszalałam. Chyba mi jajniki eksplodowały… Aż
odwrócił wzrok w stronę drzwi i puścił moją dłoń. – Przepraszam, to
niestosowne. Masz narzeczonego – westchnął i poszedł do środka.
- Jesse! Demi! Jesteście!
Martwiliśmy się! – zaczął krzyczeć, wbiegłam tam i rzuciłam się szybko na szyję
Jessemu.
- Matko, już myślałam, że coś
wam się stało.. – obcałowywałam ich obojgu, aż się opanowałam. – Gdzie wy
byliście do cholery?! – krzyknęłam.
- Gdzieś w krzakach kilometr
stąd. A co z resztą ekipy? – zagadnęła Demi.
- Właśnie nie wiemy. Jest tak..
Chaz, Niall, Harry, ja, Justin, Jesse i ty.
- Jaki Niall? Jaki Harry? Ci z
One Direction? – spytał Jesse.
- Tak. Więc.. Brakuje już
tylko.. – Zrobiłam szybki rachunek w głowie. – Ośmiu osób. Boże! Nie wiemy
gdzie jest osiem osób! Czuję się jak w Kac Vegas.
- Spokojnie, na dachu na pewno
ich nie ma – powiedział Niall, który właśnie wparował po schodach z góry.
- W piwnicy też – dodał Harry,
który wrócił z piwnicy.
- Y.. A gdzie Chaz – zapytałam
i spojrzałam na wszystkich po kolei. – Nie no, bez jaj. Jego też nie ma? No
proszę was.. My tu jesteśmy na wakacjach.. Wszyscy.. I na tych wakacjach
pieprzonych, na obcej wyspie, nie znając języka tutejszego.. Ja pierdolę,
zgubiliśmy dziewięć osób! Może oni mają takiego kaca, że nie wiedzą gdzie mają
przyjść? A może się jeszcze nie przebudzili? A może nie żyją?! Jezu! Rany
boskie! To okropne, czuję się jakby to była moja wina.. – westchnęłam i
usiadłam na schodach, schowałam twarz w dłonie i oparłam się o ścianę.
- Spokojnie, nie panikujmy.
Rozdzielmy się, musimy ich znaleźć, chociaż jakiś ślad.. Ja pójdę na północ,
Jesse i Demi, wy pójdziecie na zachód, Chaz pójdzie na wschód, a Niall na
południe. Okay?
- A co z nami? – spytał Harry.
- Ty lepiej zostań i jej
pilnuj. Mogą wrócić do domu. Tylko się nią porządnie zaopiekuj i nie skrzywdź
jej, bo cię zamorduję własnoręcznie jak jej chociaż włos z głowy spadnie –
powiedział Justin.
- Jasne – zaśmiał się Styles.
- Ja nie żartuję. Nigdy nie
żartuję.
- To czemu sam jej nie
popilnujesz tu? – powiedział Harry i usiadł obok mnie na schodach. Opuściłam
ręce i spojrzałam na Justina zaciekawiona odpowiedzi. On tylko pokręcił głową i
wyszedł. Wszyscy poszli w jego ślady i udali się na poszukiwania zaginionych
alkoholików i narkomanów <haha>. Styles spojrzał na mnie tym swoim
ślicznym wzrokiem, a ja myślałam tylko nad tym, dlaczego Justin mnie z nim
zostawił, zamiast samemu się mną zająć. I w końcu zrozumiałam.
- Dziwny koleś z tego Biebera.
Taki trochę pedał..
Spojrzałam na Harry’ego jak na
totalnego idiotę.
- I mówi to typ, który jest w
zespole z czterema innymi chłopakami, ma fryzurę jakby mu na Himalajach ją
wywiało i łapie innych za jaja? Okej, okej..
- Ej, nie jestem gejem!
- Tak samo jak i on.
- Skąd to możesz wiedzieć?
- Po prostu wiem. I kurwa nie
zadawajmy takich pytań.
- Jeszcze jedno.
- Jakie znowu?!
- Skoro nie jest gejem to czemu
sam nie został w wielkiej, zajebistej chacie z taką dupą jak ty?
- Z czym, przepraszam bardzo?
- No.. Z taką dupą jak ty.
- Nazwałeś mnie dupą?
- Tak.
- Przepraszam, że spytam, ale..
Czy kojarzę ci się z odbytem? Bo jeśli tak to nie umiesz prawić komplementów.
Zaśmiał się uroczo.
- Nie, nie kojarzysz mi się z
odbytem, śmieszna. Tak mówią chłopaki w moim wieku..
- Y.. No widocznie to kompletni
debile. Nie próbuj być taki jak oni, bo to nie prowadzi do niczego dobrego.
Musisz być sobą i nie naśladować innych.
- Tak, masz rację. Ale czasem
to trudne.
- Zaufaj mi, że nie –
uśmiechnęłam się najszczerzej jak tylko mogłam i wstałam, wystawiłam do niego
rękę. – Chodź, zjemy coś.
Nie zastanawiając się dłużej
podał mi dłoń, a ja pomogłam mu wstać. Poszliśmy do kuchni, a ja zaczęłam
żałować, że nie miałam przy sobie stroju kąpielowego i jakiegoś lodu, bo było
tak gorąco, że z trudem wytrzymywałam w tym ubraniu. A przecież nie chciałam
się przed nim rozbierać..

Haha.. On Direction <3 HARRY ♥♥♥
OdpowiedzUsuń