Leżeliśmy tak pod domem dopóki
nie zadzwonił dzwonek do jego drzwi.
- Zapraszałeś jeszcze kogoś? –
Zmrużyłam lekko oczy i wstałam. Ashton się tylko zaśmiał i poszedł otworzyć, ja
szłam zaraz za nim. Oparłam się o framugę drzwi od jego salonu i wpatrywałam w otwierane drzwi wejściowe.
- Jesse! – krzyknęłam i
rzuciłam mu się na szyję. Nawet nie zauważyłam stojącej za nim niskiej postaci
o kruczo-czarnych włosach.
- To pewnie ta Moonlight.. –
uśmiechnęła się kobieta i podała mi rękę, a ja puściłam Jessego.
- Tak, jestem Moonlight. –
Podałam jej rękę i odwzajemniłam uśmiech. Zwróciłam się do Ash’a. – Po co ich
wszystkich zaprosiłeś?
- Ponieważ robię niemałe
przyjęcie poświęcone mojemu słoneczku, które mi wybaczyło. – Zaśmiał się
słodko, podszedł do mnie, ucałował w policzek i poszedł do kuchni.
- Wejdźcie, co tak stoicie pod
drzwiami? - Wprowadziłam zakochaną parę do środka niczym pani domu, tak też się
czułam, wiedząc, że niedługo prawdopodobnie wyjdę za Ashtona. Pokazałam im
gdzie jest łazienka i wszyscy skierowaliśmy się do kuchni, żeby jakoś to
przygotować. Chester cały czas obserwował Jamie. Szczerze mówiąc pierwszy raz
widziałam taki uśmiech na jego twarzy. Jakby stał pod ołtarzem i czekał na
pannę młodą. Potem zerknęłam ukradkiem na Sarah, opierając się pupą o blat
kamiennego stołu. Ona chyba poczuła, że jest obserwowana, bo zrzuciła wzrok z
Chestera i zajęła się pakowaniem chipsów do różnorodnych misek. Wtedy
skierowałam oczy na Katie, a ona na mnie. Zbliżyła się do mnie i wyjadła
jednego solonego orzeszka z puszki, którą trzymałam w dłoniach. Zaśmiała się i
obróciła tak, że przywaliła mi w twarz swoim bardzo długim blond kucykiem.
Pchnęłam ją lekko ze śmiechem, a ona aż wylądowała w przedpokoju.
- Jeszcze się zemszczę –
spojrzała na mnie i przymrużyła złowieszczo oczy. Wtedy eksplodowałyśmy
śmiechem. Oczywiście nikt poza nami nie wiedział o co chodzi i patrzyli się na
nas jak na idiotki. Przywykłyśmy już do tego.
W kuchni nie było zbytniego
hałasu i w sumie nikt z nikim nie rozmawiał. Cisza jak na stypie.
- Moony.. – wymruczał Ashton i
przestał zmywać naczynia. Spojrzał na mnie i wytarł ręce o ścierkę,
przywieszoną przy zlewie.
- Tak?
- To jeszcze nie wszyscy,
których zaprosiłem.
Popatrzyłam na niego jak na
kretyna, chociaż tak naprawdę to w tym momencie raczej ja wyglądałam na
kretynkę, a nie on.
- K-kogo? – spytałam niepewnie.
Byłam nieco przestraszona, bałam się, że zaprosił Biebera. Jak zwykle myślałam
o Justinie. Jestem megapopieprzoną osobą. Ale szybko do mnie dotarło, że
dzisiaj się pożarli ze sobą i nie mógł go zaprosić.
- Chaza – uśmiechnął się.
Odetchnęłam z ulgą i zaniosłam do salonu wszystkie orzeszki solone. Katie
zaniosła napoje, a Jesse jej pomógł. Chester zaczął rozwieszać jakieś balony i
serpentyny. Sarah poszła mu pomóc. Wróciłam do kuchni po chipsy. Ashton pobiegł
do jadalni i zaczął grzebać w jakiejś szafie. Odniosłam chipsy i poszłam do
niego.
- Czegoś tam szukasz? –
spytałam grzecznie i podeszłam do niego.
- Tak, ciebie – zaśmiał się i
wyjął z szafki kilka butelek wódki, jakieś białe proszki w plastikowych
woreczkach. Podniosłam lewą broń ze zdziwienia, on położył to na stole.
Podeszłam do tego i wzięłam do ręki jedną paczuszkę.
- A to po co niby? – spojrzałam
na niego. Wtedy wyjął z szafki kilka piw i sziszę. - Kurwa, żarty jakieś?! –
krzyknęłam. On tylko się zaśmiał i pokiwał głową, zbliżył się do mnie i objął w
pasie.
- Spokojnie, już testowałem.
Nic się nikomu nie stanie – szepnął i pocałował mnie w szyjkę. Zabrał piwa i
zaniósł je do salonu. Zaczęłam oglądać tą sziszę. No pierwszy raz widziałam ją
na oczy, przysięgam. Odłożyłam ją z powrotem na stół, a wtedy do jadalni wbiegł
cały zdyszany Chaz.

- O, no brawo. Dotarłeś! W
końcu, mordo kochana! – Tak, jemu też musiałam się rzucić na szyję. Tylko jak
na niego wskoczyłam, to z radości aż owinęłam jego tułów nogami. Tuliłam się do
niego dopóki do jadalni nie wszedł Ashton.
- A co tu się dzieje, dzieci?!
– spojrzał na nas podejrzliwie. Zeskoczyłam z Chaza i udawałam, że nic nie
zrobiłam.
- Lepiej pomóżcie mi zanieść te
zacne rzeczy do salonu, a nie się obściskujecie.
- Już dobra, dobra – zaczął
Chaz. – Ej, Quagmire, kupiłem co chciałeś. – Poruszył brwiami do niego.
- Dobra, ja pierdolę, bo już
nie wytrzymam. – Wzięłam do ręki jedną butelkę wódki. – Gadajcie o co chodzi z
tą całą imprezą, bo jak nie to będziecie zlizywać tą wódę z podłogi! –
krzyknęłam i spojrzałam na Ashtona.
- Tylko spokojnie, skarbie..
Odłóż to, a wszyscy będziemy bezpieczni – zaśmiał się. – No dobra, będę mówił.
– Wyjął mi z ręki tą butelkę i poszedł z nią do salonu, a ja za nim. – Po
prostu musimy się trochę rozkręcić. Trzeba jakoś hucznie uczcić nasze zejście
ze sobą i to, że dostałem taką zajebistą pracę. – Włączył swoją mega wieżę,
która wyłoniła się gdzieś zza ściany i zaczęła tak głośno napieprzać, że o mało
szyby się nie potłukły. Usiadłam na beżowej pufie, albo raczej opadłam na nią.
Nie byłam pewna tego, co miało się dziać tego wieczoru, albo raczej nocy. Na
dworze się ściemniało, a w mojej głowie było jeszcze ciemniej. No ale cóż, raz
się żyje. Złapałam Ashtona za rękę i pociągnęłam w miejsce, które można by
nazwać parkietem. Z głośników leciała piosenka One Direction – One Thing. No
nienajgorsi są. Tylko nie rozumiem czemu mają krowie dzwonki w piosenkach. Jak
Kat Graham i Put Your Graffiti On Me. Zaczęliśmy tańczyć, a cała reszta gości
śledziła nasze kroki. Jesse tańczył z tą dziewczyną, której imienia nadal nie
znałam. Chester tańczył z Sarah, Katie z Jamie. Wszyscy się ogólnie
wygłupialiśmy. Wtedy piosenka się skończyła, wypiliśmy po jednej butelce piwa,
ja poszłam się przebrać w coś wygodniejszego. Taaaak.. Co założyłam? Błękitną
koszulę Ash’a. No a co miałam założyć na domówkę, hm? Była na mnie długa, więc
zakrywała mój tyłek. A tej nocy było tak gorąco, że tylko w takim czymś mogłam
chodzić. Wróciłam do nich do salonu. Chaz spojrzał na mnie i upuścił miseczkę z
orzeszkami solonymi. Stał nieruchomo i się na mnie patrzył, a ja nie wiedziałam
o co mu chodzi. Wtedy spojrzały na mnie dziewczyny, potem Jesse i Chester, a na
końcu Ashton. Przerwał swoje dzikie tańce przed Jamie, bo zauważył, że coś się
dzieje. Odwrócił się do tyłu i spojrzał na mnie. Przez chwilę panowała
niezręczna cisza i już miałam wrócić do tego niewygodnego ubrania, które miałam
wcześniej jak Ash do mnie podbiegł, krzycząc „Zamawiam ją!” i przeskakując do
mnie przez kanapę. Nie jestem taka sztywna, żeby go zapytać co miało oznaczać
ZAMAWIANIE MNIE. W końcu to była tylko niewinna zabawa. Zabawa dla dorosłych.
- Oh, kochanie, nawet nie wiesz
jakbym chciał ci teraz zrobić dobrze.. – szepnął mi do ucha i odsłonił moje
ramię. Zaczął obdarowywać je drobnymi pocałunkami.
- Ashton, rozmawialiśmy już o
tym.. – wymruczałam i podciągnęłam tą koszulę z powrotem na moje ramię. Położył
dłonie na moich biodrach, a ja owinęłam sobie ręce wokół jego szyi.
- Wiem, że rozmawialiśmy, ale..
Jesteś taka seksowna, że już nie wytrzymuję tej presji. Błagam.. No.. Chociaż
jedna, niewinna minetka.. Już nawet nie mówię o kochaniu się, tylko, żebym mógł
ją chociaż zobaczyć.. I dotknąć.. No proszę.. Językiem.. Ale tak tylko.. – Cały
czas kiwałam głową na nie, a on tam o mało się nie posikał, zjeżdżając dłońmi
na moją pupę. – Ale no czemu nie? No proszę no.. – Ciągle jęczał mi do ucha i
całował moją szyję, wsunął dłonie pod koszulę, którą miałam na sobie i zaczął
krążyć po moich pośladkach, pociągając ząbkami za moją dolną wargę i patrząc mi
w oczy.
- Ashton, nie będę ci dawała
dupy przed ślubem. Ogarnij pałę.
- No ale.. Kurcze no.. Czemu mi
to robisz? Jeszcze się tak ubrałaś.. No.. Nie no..
- Ej, zachowujesz się jak małe
dziecko. Powiedziałam nie, to nie! A ubrałam się tak, bo mi wygodniej i
chłodniej.

- Już dobrze, przepraszam. –
Uśmiechnął się. – Tylko się nie złość na mnie. – Przejechał zewnętrzną stroną
dłoni po moim policzku i zabrał rękę z
mojego tyłka. Pociągnął mnie delikatnie na środek salonu i wyłączył muzykę.
Usiedliśmy wszyscy na skórzanych kanapach. Zaczęli rozmawiać, a ja trzymałam go
za rękę, rozglądając się po jego salonie. Prowadzili sobie jakieś monotonne
rozmowy przy piwie, a ja w końcu zabrała, Ashton’owi sprzed nosa jedną butelkę
i wypiłam ją do dna. Aż mi się odbiło.
- Skoro kurwa chcieliście się
bawić to się bawimy, a nie gadamy! – krzyknęłam i podrzuciłam im wódkę.
Rozpakowałam jeden z tych białych proszków. Może to śmiesznie brzmi, ale
naprawdę nie wiem co za towar tam był. Rozsypałam go w równym rządku obok
głośników i jednym ruchem wszystko wciągnęłam. Na początku było normalnie, ale
co potem się działo to tylko jeden Bóg wie. Wszyscy byliśmy pod wpływem czegoś.
I dopiero następnego dnia rano, a raczej w południe…
No dalej, dalej. Gdzie 15? Nie starasz się ! ;P
OdpowiedzUsuń