środa, 30 maja 2012

Chapter 12.


- Hej, skarbie. – Uśmiechnął się Ash i cmoknął mnie w policzek. Odepchnęłam go jednak.
- Nie myśl sobie, że tak po tym wszystkim po prostu pozwolę ci mnie całować.
- Nie kochasz mnie już? Miśka, co ty mówisz?
- Nic. Zamknij się. Po prostu.. Nie potrafię ci wierzyć w to wszystko.. Nie potrafię. Zresztą jak mogłeś jakby nigdy nic tu wejść i przerwać mi rozmowę z Chazem? Jesteś z siebie dumny? To brawo. Ale zapomnij o mnie. A podmuchać i podotykać to ty sobie możesz teraz tylko swój saksofon.
Złapałam torebkę w rękę i wyszłam wściekła stamtąd. Że niby co to przepraszam miało być?! Ostatnio jakoś nie kojarzę niczego.. Ashton, czyli mój były który rzekomo mnie zdradził, założył fundację, której każdy członek pomaga spełniać marzenia biednym dzieciom.. Do fundacji należy Justin, którego w jakiś dziwny sposób pokochałam i Jesse, który jest świetnym człowiekiem i.. Też mi się podoba. Oprócz tego jest szczery Chaz, który nie należy do fundacji i jest zajebistym kumplem. Dooobraa.. Nie wiem jak to ogarnąć. Do tego trzeba by mieć nieporąbaną logikę, której ja nie posiadam aktualnie..
Wróciłam do hotelu, była już noc. Justin wrócił. Leżał na łóżku i spał. Wyglądał przesłodko. Aż chciałam się położyć obok niego.. No, ale bez przesady.. Kurwa, jak ja mam się uporać z trzema facetami?
- Wróciłaś, mała? – Usłyszałam jego zachrypnięty i oschły głos.
- Uhm. – Przytaknęłam i położyłam się na swoim łóżku. Byłam wykończona.
- Widziałam się z Ashtonem.. – szepnęłam, żeby zagaić rozmowę. Justin odwrócił głowę w moją stronę i włożył dłonie pod poduszkę, patrzył mi w oczy, a ja jemu.
- I co w związku z tym?
- Nic. Po prostu chciałam, żebyś wiedział.
- Spoko. Co ci mówił?
- Że to wszystko to nieprawda, że.. No sam wiesz co faceci mówią po zdradzie..
- Nie wiem co faceci mówią po zdradzie. Nigdy mi się to nie zdarzyło.
- To miło z twojej strony, że w ogóle cię zainteresował ten temat. I naprawdę dziękuję ci, że się mną przejmujesz..
Uśmiechnęłam się, a on w milczeniu obrócił się tyłem do mnie.
- Nic nie powiesz?
- Nie ma sprawy.
Tośmy se pogadali.. Cóż. Muszę jakoś to znieść. Te jego humorki..
Rano obudziłam się oczywiście pierwsza i pierwsze co ujrzałam to zajebisty tyłek Justina.. Tak po prostu mi się rzucił w oczy. Był przykryty kołdrą tylko 10 cm nad kolana. No wyglądało to apetycznie, nie powiem. Mogłabym codziennie się budzić przy takim widoku.
Wstałam z łóżka niechętnie i pościeliłam je. Związałam włosy w koczek na czubku głowy, niedbały jak wszystko co robię. Skierowałam się do łazienki.
- Mm, kotku.. – mruknął Justin, przewalając się na łóżku.
- Że cooooo?! – przeciągnęłam i cofnęłam się przed przekroczeniem progu do łazienki.
- Jezus! – Zerwał się szybko z łóżka, jakby się wystraszył tego, co powiedział.
- Matko, kurwa, Justin! Weź.. Weźź.. Twój.. Jerry! – krzyknęłam bardzo szybko, jednym, tchem i odwróciłam się w drugą stronę.
- Co? Yy.. Mój.. Ja pierdolę! – wrzasnął wciąż przestraszony.
- Ja lepiej pójdę.. Sobie. Udawajmy, że nic nie widziałam.
Prędko schowałam się za drzwiami od łazienki i spojrzałam w lustro. Serce waliło mi jak młot pneumatyczny. To było strasznie krępujące. Stanęłam przed lusterkiem i oparłam się o umywalkę. Westchnęłam głośno i gapiłam się w swoje odbicie. Mimo, że chyba nie powinnam, uśmiechnęłam się. Potem wzięłam prysznic i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z toalety i wpadłam na Justina, który trzymał dłoń owiniętą na prześcieradle, którym niezdarnie zakrywał swoje narządy rozrodcze.
- Yy.. – powiedzieliśmy jednocześnie. Nie wiedziałam co mu powiedzieć, w jego oczach widziałam nutkę zadowolenia, jakby go to bawiło.
- Justin.. Posłuchaj, ta cała sytuacja.. Wiesz, nie chciałam, żeby to tak wyszło..
Przerwał mi. Złapał mnie za rękę delikatnie i spojrzał mi w oczy. Wodziłam wzrokiem po całej jego twarzy, niby szukając oczu, ale tak naprawdę po prostu bałam się w nie zerknąć.
- Spokojnie, strasznie się trzęsiesz. To nie była przecież twoja wina. Nie powinienem był zasypiać bez chociażby bokserek. Ale.. No było strasznie gorąco i myślałem, że już nie wrócisz. A jak wróciłaś miałem nadzieję, że obudzę się pierwszy i zdołam to ogarnąć. Wyszło jak wyszło. Trochę mi głupio, że go widziałaś.. Nie jest może jakiś wspaniały, ale mam nadzieję, że się przez to do mnie nie zraziłaś.
Podniosłam lewą brew i rozchyliłam lekko usta.
- Co ty mówisz? O czym ty mówisz? Przepraszam, bo trochę chyba nie nadążam..
Spuścił wzrok.
- To ja przepraszam, że musiałaś go widzieć. Nie jestem raczej typem chłopaka, który by się czuł z tym komfortowo.
- Hej, czemu? Przecież.. – Uśmiechnęłam się, a on podniósł wzrok.
- Co przecież?
- No wiesz.. Po pierwsze.. Nie masz na co narzekać, bo twój penis jest bardzo.. zadbany. I no.. całkiem, całkiem pod każdym względem – zaśmiałam się.
- Naprawdę tak myślisz?
- Nie przywykłam kłamać. Zresztą.. Pewnie już wiele dziewczyn ci to mówiło.
- No niekoniecznie – westchnął i puścił w końcu moją rękę.
- Co masz na myśli? – zapytałam lekko podziwiona i podeszłam do szafy. Zaczęłam przygotowywać sobie ubrania.
- Nie powiesz nikomu? – powiedział nieco niższym tonem i usiadł przy stole w miejscu oddzielonym na kuchnię. Odwróciłam tylko do niego wzrok i zatrzymałam ręce na jednej z półek.
- Nie powiem. Nie zdradzam przyjaciół.
- No dobra. – Pochylił się, opierając łokcie o kolana i podrapał się w głowę niepewnie. Złożył dłonie w koszyczek. Był pełen podenerwowania. Zamknęłam szafę i podeszłam do niego. Usiadłam na krześle obok i położyłam dłoń na jego udzie.
- O co chodzi?
Przegryzł dolną wargę, co oznaczało, że intensywnie nad czymś myśli. Spojrzał na moje łóżko, na swoje łóżko, w szklaną ścianę i na samym końcu na mnie. Pogłaskałam go z delikatnym wahaniem się.
- Mów – ponagliłam go. – Przyjaciołom mówi się wszystko, przyjaciele nie powiedzą innym nic.
Przysunęłam się bliżej do niego i włożyłam dłoń w jego ulepiony z palców koszyczek.
- Dobra, muszę to komuś powiedzieć. Jestem… Jestem prawiczkiem. I żadna dziewczyna przed tobą go nie widziała. Dlatego właśnie się boję, że coś z nim nie tak.
Zaniemówiłam. Patrzyłam się na niego i zaciskałam palce na jego dłoniach. Jak to wgl możliwe, że ktoś taki jak on może mieć jakiekolwiek kompleksy?! Jak kurwa?! Jak?!
- Czemu nic nie mówisz? Powiedziałem coś nie tak, prawda? – Zerwał się szybko i szykował do ucieczki przed rozmową ze mną.
- Nie, spokojnie, Justin, spójrz na mnie.. – szepnęłam i wstałam za nim. Zbliżyłam się do niego. Jego wzrok i zaciśnięte mocno wargi zdradzały wszystko. Znowu chciał płakać. Był strasznie przybity. Potwornie słaby psychicznie. A zawsze myślałam, że to ja mam zepsuta psychikę..
Dotknęłam opuszkami palców jego policzka i obróciłam jego głowę w moją stronę, żeby odważył się spojrzeć mi w oczy.
- To nic złego, Justin. Ja też jeszcze nie odbyłam stosunku. Powiedziałabym raczej, że jesteś niezwykle rzadkim diamentem skoro tak długo udało ci się nie ulec pokusie.
Uśmiechnęłam się, a jego powieki lekko zadrżały. Spuścił wzrok na moje usta, jakby nie potrafił nic mi na to odpowiedzieć. Co się stało z tym Justinem, który niszczył dom dziadków dla zabawy i zwalał wszystko na swoich kolegów? Co się stało z Justinem, który wydzierał się na cały głos kiedy zobaczył łabędzia, który „zaczepiał” swoje oko butelką z wodą? … Co z nim? Gdzie on się podział? Nie wiem. Miałam jakiś nawał dziwacznych myśli. Bieber miał straszne wahania nastrojów. Nie potrafiłam go rozgryźć. I to mnie w nim.. pociągało? Chwilunia… Ale? Jak? Że co? Że on mnie pociągał niby? Ee.. Przecież.. No nie no bez jaj.
Dobra, szczerze to już nie wiem co jest między nami. Nie mam pojęcia. Z Ashtonem łączyła mnie miłość. Z Jesse’m wielka sympatia.. Ale z Justinem? A no tak. W moim życiu jeszcze przez pewien rozdział był Chaz, ale Chaz to tylko kumpel. Dobry kumpel. Nic poza tym.
Myślałam tak, myślałam, aż poczułam jak Justin mnie obejmuje. Westchnęłam głośno i wtuliłam się w niego.
- Justin..
- Tak, Moony?
- Kocham cię. – Uśmiechnęłam się i poklepałam go po pleckach. Odchylił się do tyłu i spojrzał mi w oczy, swoimi napełnionymi szczęściem i zadowoleniem paczadełkami.
- Naprawdę? – Jego warga drgnęła lekko w bok, jakby miał się uśmiechnąć, ale tego nie zrobił. Był bardzo poważny we wszystkim, co mogło zmienić jego życie.
- To znaczy… Tak po przyjacielsku. Jak najlepszego przyjaciela.. Niemalże jak brata.
- A… cha.
Znowu spuścił wzrok w podłogę i odszedł ode mnie na parę kroków, poszedł do łazienki. Stałam jak wryta i zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę całe moje życie, wszystko co mnie otacza jest zagadką. Jedną, wielką, nie do rozwikłania zagadką. Nie wiedziałam co jest między mną i trzema chłopakami. Nie znałam swoich własnych uczuć, swoich myśli.. Zostawiłam przyjaciółki masę mil od mojego hotelu.. No kurde, nawet moja praca była jedną wielką zagadką. 
A żeby o tym wszystkim zapomnieć co zrobiłam? O nie, nie.. Nie jestem popieprzoną samobójczynią. Nigdy w życiu bym tak nie stchórzyła i się nie zabiła. To by było bezsensowne. Naprawdę bezsensowne. Jest zbyt wiele rzeczy na tym świecie, które tylko pragną, żeby je odkryć.. Jest zbyt wielu ludzi, którzy tylko czekają, żeby ich poznać. Jest zbyt wiele niedokończonych zadań, niedokończonych miłości i niespełnionych marzeń. Nie mogłabym się tak po prostu zabić. To tak jakby.. No nie wiem, otworzyć dobrą Nutellę, po czym wyrzucić cały słoiczek do kubła. Bez sensu, prawda? Nie można tak bezczynnie z wszystkiego rezygnować. Trzeba walczyć i się nie poddawać. Do końca, dopóty dopóki starczy sił.
Wiecie czym zwalczam ból i niepewność? Muzyką. Tak naprawdę to bez muzyki bylibyśmy niczym. Jest tyle niesamowitych piosenek.. Tyle rodzajów muzyki, tylu piosenkarzy.. Jest tyle rzeczy, które nas różnią.. Ale nie znam osoby, która nienawidziłaby muzyki. Każdy musi czegoś słuchać. Nieważne czy słucha 50 Centa czy Mozarta, nieważne czy słucha własnych myśli czy hałasujących robotników lub kropli deszczu. Wszystko jest muzyką. Muzyka jest wszystkim. I chyba właśnie dlatego uciekam w świat muzyki kiedy coś mnie trapi. 
Ale wiecie co włączyłam? Nie, nie jakąś balladę, która pomoże mi myśleć. Włączyłam LMFAO. Oczywiście Sexy And I Know It. Shufflin’ i takie tam sprawy. A akurat w shuffling jestem zajebista. No i oczywiście zawsze mi to poprawia humor. Dlatego właśnie „SZAFLINGUJĄC” nie zauważyłam, że Justin wyszedł z apartamentu. Nawet nie macie pojęcia jak nic mi się potem nie chciało. Przez godzinę słuchania One Direction, LMFAO i innych ‘bzdetów’ byłam całkowicie, doszczętnie wyczerpana. I nie poddałam się. Poszłam na dół do kawiarni, wypiłam mocną Latte i zdjęłam torebkę z krzesła. Wyszłam z hotelu i skierowałam się w stronę parku, zamierzałam wziąć się za czytanie książki Lemony Snicket’a. Jednakże po drodze zaatakował mnie jakiś mężczyzna.. chyba mężczyzna.. w czarnym ubraniu z kominiarką na głowie. Zaczęłam go gonić. Biegłam ile sił w nogach. Nagle zza mostu wychylił się Jesse. Stanęłam oniemiała i patrzyłam jak rzuca się na tamtego faceta, odbiera mu moją torebkę i pozwala uciekać. Nie zamierzał go gonić, bo nie chciał mu robić krzywdy. Mój Boże, świetnie by się nadawał na ojca. Haha. O czym ja mówię?
Obserwując jego kroki zwrócone w moją stronę zauważyłam, że Jes jakoś utyka. Podał mi torebkę.
- Jesse.. Co ci się stało w nogę?
- Mnie też zaatakowano. Chcieli zgwałcić dziewczynę, z którą rozmawiałem o fundacji..
Wiecie co? Przestałam go słuchać. Można by się zastanawiać dlaczego skoro go w jakiś sposób pokochałam, ale ja dobrze wiem czemu przestałam go słuchać. Zdałam sobie sprawę, że z tego nic nie będzie. Słyszałam jak opowiadał mi, że musi pomóc tamtej dziewczynie, że chce być jej bohaterem.. I widziałam w jego oczach miłość, kiedy o niej mówił. Nie było żadnego sensu go niszczyć. Dobra, a tak na serio? Jaki był mój powód? W sumie sama nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, ale.. Gdzieś z głębin miasteczka usłyszałam „One Time”. To mną poruszyło. Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia czemu. Potem usłyszałam „One Less Lonely Girl” i w końcu „Baby”. Pożegnałam się z Jesse’m i poszłam sprawdzić co tam się dzieje. Dobra, dobra.. Nie poszłam tylko pobiegłam. Nie łapcie mnie za słówka, bo za daleko nie dojdziemy z takimi relacjami :P
Więc co tam się działo? Zebrała się masa ludzi, była ogromna scena, a na niej kto? Justin Bieber. Ten sam Justin, który 3 lata temu przestał dawać koncerty. Niesamowite. Ponadto.. Był uśmiechnięty. A to było u niego ostatnio niezwykle rzadko spotykane. Kiedy usłyszałam pierwsze nuty „Born To Be Somebody” po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Łzy szczęścia. Potrafiłam z Justina twarzy wyczytać, że tym jednym, małym koncertem chce odbudować wszystko od nowa i wrócić do tego, kim był kiedyś. W jego spojrzeniu widziałam, że chce się zmienić. Nie wiem jakim cudem potrafiłam dostrzec takie rzeczy.. Może to ta Latte rano mi zaszkodziła. Wszystko było możliwe. I wszystko było podejrzane.
Podeszłam bliżej tej sceny, żeby mnie zauważył i wiedział, że tam byłam, że byłam w stanie go wspierać. Jego głos był zupełnie inny niż głos Jesse’go. Był prawdziwy i szczery, a każde słowo, które wydobywało się z jego ust sprawiało wrażenie unikalnego i ulotnego, jakby miało dotrzeć do naszych serc, a tam się roztopić, zostawiając po sobie przyjemny ślad, leczący wszystkie możliwe rany.
Wtedy podszedł do krańca sceny, fanki zaczęły piszczeć mi do ucha z niesamowitą ilością decybeli. Justin zeskoczył ze sceny i podszedł do mnie z mikrofonem.
- Jaką piosenkę mam zaśpiewać? – spytał i podał mi mikrofon.
Spojrzałam na niego dosyć dziwnie, przez chwilę poczułam się jak jego fanka, którą kiedyś byłam. Oddałabym życie tylko, żeby móc zobaczyć jeszcze raz jego nieskazitelny uśmiech. Jako taka Belieberka czułam się jedyna na 7 miliardów, ale tak naprawdę przecież byłam tylko jedną z jakichś 40 milionów. Nie mogłam się zdecydować na żadną piosenkę. W końcu pozostało mi Dr Bieber albo Speaking In Tongues. Z tymi piosenkami miałam najlepsze wspomnienia. Kiedy nauczyłam się całego tekstu Speaking In Tongues i na astrofizyce śpiewałam go w kółko, chłopak z mojej ławki wziął mnie w objęcia i pocałował. Taa, chodziłam z nim przez pół roku po czym przeniósł się do Oxfordu. Jebanyy. I dlatego wybrałam Dr Bieber, opowiadające połowę mojego życia.
- Dr Bieber.
Justin podszedł do Kenny’ego.. Matko, jak ja go dawno nie widziałam.. Kochany Keniak. Justin wskoczył na scenę, a Kenny wziął mnie na ręce i zaniósł mnie.. No tak. Na scenę do Justina. Nie za bardzo kontaktowałam, widząc te miliony dziewczyn i chłopaków ustawionych pod sceną.
- Musisz mi pomóc, zgadzasz się na to? – zapytał, słodko się uśmiechając i obejmując mnie w pasie jedną ręką.
- Ymm.. No pewnie – zaśmiałam się.
Dwóch „chudych-wysokich” przyniosło mi ogromny fioletowy fotel z napisem „Fan #1”. Był cały pierzasty i futrzasty. Bardzo mięciutki i wygodny. Szybko na nim usiadłam i założyłam nogę na nogę. Justin pierwszy raz wykonał „Dr Bieber” dla fanki zamiast „One Less Lonely Girl”. Dostałam przeogromny bukiet róż, prawie większy ode mnie i spokojnie wysłuchiwałam jak śpiewa mi piosenkę. Czułam się, jakby to ujęła Rihanna – Only Girl In The World. Uśmiech z mojej twarzy nie znikał bardzo długo.

1 komentarz: