poniedziałek, 19 marca 2012

Chapter 11.

Wsiadł do auta.. Takiej furgonetki, jakimi często jeżdżą amerykańscy nastolatkowie w filmach. W jego przypadku był to Nissan Navara. Stanęłam przed jego samochodem, zanim zdążył ruszyć. Zaśmiał się i wysiadł do mnie, zatrzaskując drzwi kierowcy. Jego twarz była tuż przed moją twarzą, uśmiechał się jak zawsze, patrząc mi w oczy. Patrzył na mnie z góry, bo byłam niższa. 
- Tak? – Jego głos zabrzmiał nieco inaczej niż wtedy kiedy śpiewał. Był bardziej głęboki i męski. Przymrużył oczy i lekko przechylił głowę, jakby czekał aż się odezwę.
W końcu przestałam gapić się w jego oczy i postanowiłam coś powiedzieć.
- Jesse?
Tak, wiem. Niezły początek rozmowy.
- Jesteś chyba jedyną dziewczyną, która pamięta moje imię.
- Jak to jedyną? Nikt cię już nie pamięta?
- Przecież zerwałem z karierą kilkanaście lat temu praktycznie. Kupa czasu.
- Ale nic się nie zmieniłeś.
- Zmieniłem się.. trochę. – Odwrócił wzrok od moich oczu i spojrzał na asfalt.
- To znaczy.. nie z wyglądu. Nic się nie zmieniłeś z wyglądu.
- Czy to był komplement?
- Poniekąd.
Zapanowała chwilka ciszy, ale ja musiałam się odezwać.
- Co ty tu właściwie robisz, Jesse?
- Podróżuję. Po całym świecie.
- Acha, a w jakim celu?
- W celu przygód. W każdym nowym miejscu poznaję kogoś nowego i wszędzie mogę śpiewać. Spełniam swoje dziecięce marzenia i przy okazji, jeżeli napotkam kogoś, kto potrzebuje pomocy to mu pomagam.
- To znaczy?
- To znaczy, że na przykład tydzień temu byłem w Afryce.. – przerwałam mu.
- W jakim kraju?
- A wiesz.. Nawet nie wiem.. Poczekaj, chodź, nie będziemy tak stać.
Wziął mnie za rękę i usiedliśmy z tyłu pick-up’a w tej takiej przestrzeni bagażowej, skrzyni ładunkowej czy jak kto woli.
- To co z tą Afryką? – spytałam.
- Stało się to jakieś 50 kilometrów od zachodniej granicy Etiopii.. Nie wiem gdzie dokładnie.
Patrzyłam się na jego usta, kiedy mi to opowiadał. Wsłuchiwałam się w każde jego słowo, jakby mogło spełnić moje marzenia.
- Podjechałem pod jakiś motel, bo musiałem przenocować gdzieś, prawda? No więc pod drzwiami od tego motelu siedział jakiś mały, czarny chłopiec. Jego twarz zakrywała burza długich loków. Miał na sobie jakieś poszarpane ubrania. Przed nim stała kartka z napisem: „Zbieram na życie. Proszę o pomoc dla mnie i dla mojej mamy”. Podniosłem go z ziemi. Bał się, że go skrzywdzę. Cały się trząsł z zimna. Zaprowadził mnie do swojej mamy. Kiedy zobaczyłem w jakim stanie był ich dom, nie mogłem tego tak zostawić. Zostawiłem im spory czek i obiecałem, że każdego roku będę do nich przyjeżdżał i wypisywał im czeki, żeby mogli żyć, dopóki się nie usamodzielnią. Nie mogłem ich tak zostawić bez pomocy. Wszyscy przechodnie po prostu odwracali od nich wzrok. Nigdy nie przeżyłem czegoś takiego jak oni, ale mam pewność, że powinno się pomagać takim ludziom. Przecież takie nieszczęście mogło spotkać każdego.. Mnie także.
Spojrzałam mu w oczy czule. Widziałam, że miał dobre serce.
- Jesse, a czemu oni tak żyli? Co się stało?
Wtuliłam się w niego, bo zrobiło mi się trochę zimno.
- Ten mały mi powiedział, że jego matka urodziła go, kiedy miała 13 lat. Rodzice ją wygnali z domu, nazywając „dziwką”. Chłopak, który jej to zrobił był od niej starszy o 4 lata. Zgwałcił ją. Byli razem pół roku, ale on chciał tylko seksu. Ona nie była gotowa, nie chciała tego. Zamknął ją w łazience i po prostu zgwałcił. Płakała i krzyczała, próbowała się uwolnić.. Nikt jej nie usłyszał. Albo nikt nie chciał jej pomóc.
Na myśl o tym co przeszła ta biedna dziewczyna, w oczach zebrały mi się łzy. Wtuliłam się jeszcze mocniej w Jessego i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
- A gdzie teraz pojedziesz? Gdzie zamierzałeś pojechać?
- Jeszcze nie wiem. Nie byłem nigdy w Peru.. Może tam pojadę. Ale co ja ci tak ciągle o sobie opowiadam! Lepiej ty coś mi o sobie opowiedz.
Przewróciłam oczami.
- No dobraaa.. Jestem zwykłą kobietą, która kiedyś była paparazzi.. Narzeczony, o imieniu Ashton-skurwiel, zdradził mnie przed samym ślubem. Musiałam od tego wszystkiego uciec, więc przyjechałam na Bali na miesiąc. Jestem tu już dwa tygodnie. Czas bardzo szybko zapiernicza.
- Tak, to prawda.. A na świecie jest jeszcze tyle do zobaczenia.. Ale poczekaj, poczekaj.. Widziałem cię wcześniej.. Na plaży, jakieś 3 dni temu. Nie byłaś sama.  Ten typ to Ashton?
- N-niee.. Ten typ to Derek, ale nie chcę o nim dzisiaj rozmawiać. Wkurzył mnie.
Odsunęłam się od Jessego i oparłam na jednej ręce.
- Justin Bieber?
- Co Justin Bieber?
- To nie był żaden Derek tylko Bieber. Wiem o tym.
- Skąd?
- Bo obaj pomagamy małym dzieciom z marzeniami. Ten chłopiec z Afryki gra na pianinie. Chcę mu pomóc się rozwijać. Justina dziecko, znaczy ten biedaczek, bodajże 8-letni.. On jest perkusistą. Dlatego Justin się nim zajął. Przecież sam zaczął grę na perkusji w wieku 2 lat!
- No tak. Prawda. Ale co wy macie jakąś fundację czy coś?
- Niezupełnie. Po prostu kiedyś pewien Ashton..
- Nie wymawiaj tego imienia przy mnie, proszę..
- Dobrze, w takim razie ‘Bob’ nas kiedyś ze sobą poznał. Taki szatyn twojego wzrostu, bardzo umięśniony..
- Boże.. Może jeszcze mi powiesz, że jest saksofonistą?
- Skąd wiesz?? – zdziwił się.
- O kurwa! Ale.. Nie, to bez sensu.. To nie mógłby być on. A gdzie mieszkał w dzieciństwie?
- Mi mówił, że w Oklahomie..
- Ja pierdolę!
Hmm.. 2 przekleństwa w ciągu 10 sekund, dobrze mi idzie.
- Co pierdolisz?
- Nie wiem. A skąd wy się znaliście?
- Z Jamajki. A Justina poznał we Francji.
- Cholera. Nie wierzę. Przepraszam cię, Jesse.. – wzięłam jakąś kartkę i napisałam na niej swój numer telefonu. - Chcesz to zadzwoń, nie chcesz to nie dzwoń. To mój numer. – Podałam mu karteczkę i cmoknęłam w policzek. Złapał się za twarz jakby to był jakiś pocałunek anioła, nie wiem o co mu chodziło. Wysiadłam z furgonetki i pobiegłam do hotelu. Justin już był w pokoju i siedział na łóżku.
- O, Justin.. Nie musisz się mną przejmować. Udawaj, że mnie tu nie ma. Przecież ja cię nie obchodzę.. – powiedziałam z sarkazmem i się sztucznie uśmiechnęłam, odłożyłam torebkę i buty na półkę i rzuciłam się na swoje łóżko. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Wtedy poczułam, że Justin na mnie siada. Otworzyłam oczy.
- Co ty robisz?! – krzyknęłam i podparłam się na łokciach.
- Przepraszam, ale cię kocham.. – szepnął i zaczął mnie całować po szyi. Odepchnęłam go szybko i spojrzałam w oczy.
- Justin, nie rób tego. Rozumiem, nie kochasz mnie, ale nie ratuj naszej przyjaźni, udając, że jednak coś do mnie czujesz.. – westchnęłam.
Zszedł ze mnie i położył się na swoim łóżku. Poszłam się wykąpać i ubrać w piżamkę. Ciągle miałam przed oczami jego zawiedzony wyraz oczu po tym jak powiedziałam, żeby nie udawał. Wyszłam z łazienki i się położyłam do łóżka, dużo myślałam.
Następnego dnia obudziłam się samotnie. Nie było w pokoju Justina ubrań, kubka, w łazience nie było szczoteczki.. Nic.
Zrobiłam sobie kawę, ubrałam się w zwiewną, letnią sukienkę w kwiatki i zeszłam na dół do baru. Usiadłam przy stoliku przy samym oknie i zamówiłam sobie zapiekankę. Dosiadł się do mnie jakiś mężczyzna. 
- Przepraszam, czy my się znamy? – spytałam.
- Nie wydaje mi się. Ale to się może zmienić w każdej chwili.
- Chwila, moment.. Chaz? Chaz Somers? Przyjaciel Justina?
- Tak, skąd wiesz?
- Widzę. A co ty tu robisz?
- Przyjechałem tu z Ashtonem Quagmire, na spotkanie z Justinem i Jesse’m McCartney’em – uśmiechnął się. Kelnerka przyniosła mi zapiekankę.
- Ty też? Też jesteś w tej ‘fundacji’?
- Nie, ja się tylko z Ash’em zabrałem.
- O, przepraszam.. Muszę odebrać.
Zadzwonił mi telefon. Spojrzałam na ekran. O wilku mowa. Odebrałam.
- Haloo? – udawałam, że nie wiem kto dzwoni.
- To ja, Ashton. Przepraszam cię za to. Ja cię naprawdę nie zdradziłem. Przepraszam, że ci nie powiedziałem, ale Chaz.. Ten kolega Biebera nagrywał film i nie miał gdzie go nagrać, więc pozwoliłem mu u nas. Ta kobieta to była tylko aktorka..
- Ehhem.. Pewnie.. A ty w samych majtkach byłeś dlatego, bo razem z nią pornosa dla mnie kręciłeś niby, tak?
- Co? Nie! Ja byłem w ubraniu.. Zresztą może ci to potwierdzić Chaz, kamerzysta, montażysta, dekorator, charakteryzatorka..
- Dobra, dobra. Zobaczymy. Zadzwoń za 2 minuty.
Rozłączyłam się i zerknęłam na Chaza.
- Chaz… A powiedz mi.. Słyszałam, że jakiś film nagrywasz..
- Tak, debiutancki. W domu Ashtona.. O, nie przedstawiłem ci go. Ashton to mój dobry kolega, można na niego liczyć. Znamy się od 2 lat.
- A ten film to jakiej kategorii niby ma być, no i czy Ashton tam gra?
- Nie gra. To miał być horror. Coś jak Paranormal Activity.
W tamtym momencie ktoś zapukał w szybę. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam.. Ashtona. No i wspomnienia wróciły. Wszedł do baru i dosiadł się do nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz